23.06.2019

Miniaturka 3/4

Wrześniowe poranki zazwyczaj są uciążliwe lecz tego dnia było inaczej. Blondwłosy Ślizgon pierwszy raz od powrotu do szkoły obudził się przed czasem. 
- Granger? - zapytał zaspanym głosem, ale nie uzyskał odpowiedzi. Malfoy podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się po pomieszczeniu. - Granger?! - zapytał głośniej.
- Wcześnie wstałeś. - oznajmił spokojny głos z pomieszczenia.
- Granger, wiesz, że nie lubię, gdy znikasz... - westchnął Draco.
- Myślałam, że wolisz na mnie nie patrzeć? - zdziwiła się Hermiona ukazując się tuż przy wielkim oknie ukazującym podwodny świat jeziora.
- Nie żebym uwielbiał twój widok, ale skoro i tak tu jesteś to wolę wiedzieć, gdzie dokładnie. - wyjaśnił Malfoy ziewając i zamykając się w łazience. 
Tych kilka dni, które spędzili razem zaskoczyły ich oboje. Znosili się całkiem dobrze, chwilami wręcz wiało u nich nudą. Któż by się spodziewał tego po wybuchowym Malfoy'u i temperamentnej Granger. 
- Wyczytałaś coś ciekawego dzisiejszej nocy? - zapytał blondyn. 
- Szczerze to wszędzie piszą to samo. Jakieś niezałatwione sprawy... - westchnęła Hermiona.
- To mamy problem skoro niewiele pamiętasz. - stwierdził Draco zakładając koszulę i wiążąc krawat przed lustrem. - Będziemy musieli  dowiedzieć się od kogoś, kto pamięta..
- Czyli kogo? - zapytała szatynka.
- Pottera, a kogo? - zdziwił się Malfoy - Granger, co z tobą? Zacznij myśleć.... - prychnął chłopak.
- Myślę! - oburzyła się Hermiona. 
- Yhy, właśnie widzę. Gapisz się.... ? - zapytał śmiejąc się Ślizgon zapinając ostatnie guziki koszuli.
- Nie schlebiaj sobie. - zignorowała go dziewczyna. - Masz jakiś plan? Bo chyba nie utniesz sobie z nim pogawędki tak po prostu przy śniadaniu.
- Spokojnie, mam plan. 
- Jaki plan?
- Plan Pottera. - pomachał jej przed nosem kawałkiem pergaminu. - Będziemy go śledzić.

- To może trwać wieczność. - niecierpliwiła się Hermiona, kiedy razem z Malfoy'em już trzeci dzień obserwowali Pottera. - Harry zachowuje się normalnie.
- No właśnie. To chyba podejrzane. - wywrócił oczami blondyn.
- Wręcz przeciwnie. - stwierdziła Hermiona.
- Weasley zniknął wczoraj. - argumentował Malfoy. 
- Może miał coś do załatwienia. - broniła Rona Gryfonka.
- Uczniowie nie mogą opuszczać szkoły z byle powodu. - prychnął Malfoy.
- Skąd wiesz?
- Każdy kto czytał Historię Hogwartu ma o tym pojęcie. - pokręcił głową blondyn. 
- A ty czytałeś? - zdziwiła się bardzo szatynka.
- Oczywiście.... - zrobił urażoną minę blondyn. Podczas tej wymiany zdań Draco stracił na chwilę czujność i nie zauważył, że obiekt, który obserwowali umknął przed nimi, ukrywając się za pobliską zbroją.
- Kurde, zgubiliśmy go! - zorientował się po chwili Ślizgon.
- To twoja wina. Za dużo gadasz. - stwierdziła Hermiona.
- Ty zaczęłaś... - obruszył się Malfoy.
- Czego tu szukasz Malfoy?! - odezwał się nagle głos za ich plecami. Draco powoli się odwrócił i zauważył Pottera, który wściekły celował w niego różdżką. - Odpowiadaj i to już!
- O co ci chodzi Potter? - udawał zdziwionego chłopak - Przechodzę tędy.
- Nie udawaj. Myślisz, że nie wiem, że od kilku dni mnie śledzisz? - stwierdził Harry.
- To twoje paranoje Potter. - prychnął Malfoy.
- Paranoje to masz ty. - Potter coraz bardziej zbliżał się do Malfoy'a, aż w końcu przyparł go do muru celując różdżką w jego serce. - Od dawna gadasz do siebie? - zapytał.
- Nie mówię do siebie! - wściekł się Ślizgon.
- Więc do kogo? - zapytał zaskoczony brunet.
- Do mnie Harry, do mnie. - mówiła łkającym głosem Hermiona próbując chwycić Harry'ego za rękę, w której trzymał różdżkę. 
- Nie słyszy cię. - szepnął Draco, jednak na tyle głośno, że Harry doskonale go słyszał.
- Do kogo mówisz? - Potter odskoczył od nich i miotał się po korytarzu z wyciągniętą różdżką. - Ktoś tu jest?
- Potter opuść w końcu tę różdżkę. - powiedział Malfoy. - Ona nic ci nie zrobi. - dodał jeszcze.
- Ona? Kim jesteś? - pytał w przestrzeń Harry.
- Harry. To ja, Hermiona. - chlipała dziewczyna stojąc tuż przed nosem przyjaciela, który jej nie zauważał.
- Potter, to zabrzmi dziwnie, ale odkąd jestem w szkole przyczepił się do mnie duch Granger. - powiedział Malfoy, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem.
- Co? Co ty wygadujesz? Hermiona? - niedowierzał Gryfon. - Przecież ona... - urwał w połowie zdania.
- Nie żyje. - dokończył za niego Draco.- Wiem. Dlatego jest duchem.
- Nie do końca tak jest.... - powiedział ciszej Potter chowając różdżkę.
- Co? Jak to nie do końca? - zdziwił się Malfoy.
- O co chodzi Harry? Powiedz. Czy ja żyję? - Hermiona rzuciła się na przyjaciela i próbowała go objąć. Brunet na ten gest cały się wzdrygnął.
- Co to było? - zapytał zaskoczony Potter.
- To Granger. Przytula cię. - powiedział blondyn odwracając twarz, żeby nie musieć patrzeć na załamaną Granger, która zamiast uścisku przyjaciela otrzymała spotkanie ze ścianą tuż za nim.
- Hermiona... - westchnął brunet rozglądając się wokół siebie.
- Nie możemy rozmawiać tutaj. Chodźmy do Pokoju Życzeń. - zdecydował Malfoy. Pokonując kilka krętych korytarzy obaj mężczyźni szli z daleka od siebie, aby nie przyciągać niepotrzebnych spojrzeń. Dopiero na miejscu znów podjęli rozmowę.
- Powiedz, czy wszystko z nią dobrze? Czy Hermiona czuje się dobrze? - dopytywał Harry.
- Jak można się czuć będąc duchem, którego widzi tylko największy wróg.... - zaczął odpowiadać Malfoy, jednak urwał, gdy Hermiona dotknęła jego ramienia i powiedziała: 
- Nie jesteś wrogiem.
Malfoy na chwilę zamilkł po tych słowach, ale przerwał mu Potter:
- Co ona mówi?
- Yyyy, czuje się dobrze, dziwnie, ale dobrze. - wyjaśnił Malfoy i delikatnie uśmiechnął się do Hermiony. 
- Tak bardzo chciałbym z nią porozmawiać. - westchnął Harry siadając na pobliskim fotelu i zakrywając twarz dłońmi.
- Ona też bardzo tęskni i potrzebuje twojej pomocy. - powtarzał słowa Granger blondyn.
- Czego potrzebuje? - natychmiast zapytał Harry.
- Jej duch się tu błąka, bo ma jakąś niedokończoną sprawę. Hermiona nie pamięta niczego z czasu walki. - wyjaśniał Malfoy.
- Chyba nie do końca tak jest. - stwierdził Potter. - Hermiona nie umarła. Jest w śpiączce wywołanej klątwą. Śmierciożercy uciekając z zamku zaskoczyli ją w lochach. 
- Kto to był? Złapali sprawcę? - pytała Hermiona. - Zapytaj go! Zapytaj go Draco! - prosiła dziewczyna. Speszyła się jednak, gdy zorientowała się, że zwróciła się do blondyna po imieniu. On też był zaskoczony, ale kontynuował rozmowę z Potterem.
- Hermiona .... - zaczął Ślizgon patrząc wprost na dziewczynę - chce wiedzieć kto to zrobił. Czy został ukarany? Może to jej zadanie?
- Nie wiadomo kto to zrobił. - zmartwił się Harry. - To Ron ją odnalazł. Znalazł wtedy was dwoje.
- Nas? - zdziwił się Malfoy. - Mnie też?
- Tak. Ron uważa, że to twoja sprawka i tylko udajesz, że nie pamiętasz co się wydarzyło. - wyjaśnił Harry.
- Na prawdę niewiele pamiętam. Odzyskałem świadomość dopiero w Mungu. - mówił jakby do siebie blondyn.
- Śledztwo wykazało, że czar był rzucony z twojej różdżki, ale to bardzo zaawansowana magia i niewielu z nas poradziłoby sobie z taką klątwą. - wyjaśnił Harry.
- Czyli szukamy sprawcy? Wtedy Hermiona odzyska spokój? - dopytywał się Malfoy.
- Zapewne o to chodzi. - zmarkotniał brunet. - Ale jest coś jeszcze.
- Mów! - rozkazał blondyn i razem z Hermioną dokładnie słuchali Pottera.
- Ron został wezwany dzisiaj do Ministerstwa Magii na przesłuchanie. On jest pewien, że to ty skrzywdziłeś Hermionę. Nie wierzy w twoją wersję wydarzeń. Oskarży cię i bardzo prawdopodobne, że Ministerstwo w końcu ulegnie jego wersji, żeby zamknąć tę sprawę. - wytłumaczył Potter.
- Zamknął mnie w Azkabanie...? - bardziej stwierdził niż zapytał Draco.
- Jeżeli to naprawdę ty to pomożemy Hermionie. - zauważył brunet.
- Nie pozwolę na to. - odezwała się w końcu Gryfonka. - Nie mogłeś tego zrobić.
- Może dlatego tylko ja cię widzę. - stwierdził Malfoy. - Może właśnie tak to miało się skończyć.
- Nie mamy pewności. Jeśli trafisz w ręce dementorów to nie będzie już odwrotu. - mówiła ze łzami w oczach brunetka. - Musimy zdobyć dowody, że to nie ty. - dodała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Jakieś ustalenia? - przerwał Gryfon widząc wymianę zdań Malfoy'a z jak wierzył swoją przyjaciółką. 
- Potrzebujemy dowodów. Jeśli okaże się, że to ja, to.... - zamilkł na chwilę Draco. - ...poniosę karę, a Hermiona odzyska życie. - zdecydował.
- Hermiona ma chyba na ciebie dobry wpływ. - zauważył Potter. Podszedł do blondyna i wyciągnął w jego stronę prawą dłoń. - Nie zawiodę przyjaciółki, ale sprawiedliwości musi stać się zadość. 
- Tylko skąd weźmiemy dowody? - zastanawiał się Draco.
- Chyba wiem, gdzie powinniśmy zacząć szukać. - po krótkim milczeniu Harry wpadł na pewien pomysł. - Za mną. 
Wszyscy wybiegli z Pokoju Życzeń i udali się na wieżę astronomiczną. Dopiero na miejscu chwilę odpoczęli.
- Accio Błyskawica! - wypowiedział zaklęcie Harry. - Malfoy przywołaj swoją miotłę.
- Accio Nimbus 2000! - krzyknął Draco, co wywołało zdziwienie na twarzy Pottera. - Nie komentuj Potter, MInisterstwo zarekwirowało znacznął część naszego majątku. 
- Musimy dostać się do Ministerstwa jak najszybciej. - poiformował Potter, gdy jego lśniąca miotła trafiła do jego dłoni.
- Chwileczkę, chcesz mnie wystawić Potter? - zaniepokoił się Malfoy. Hermiona również poczuła niepokój, ale wierzyła w uczciwość Harry'ego.
- Hermionę trzymają w Departamencie Tajemnic. - wyjaśnił Harry. - Jeśli ma się nam udać to musisz mi zaufać. - stwierdził Gryfon.
Malfoy przez chwilę milczał obracając w dłoni trzonek swojej miotły.
- Ufam ci Draco.- wyszeptała Hermiona dotykając jego policzka. - Zaufaj Harry'emu. Malfoy spojrzał w brązowe oczy Gryfonki. Widział, że z każdą chwilą, gdy zbliżają się do rozwiązania zagadki stają się coraz bardziej niewyraźne. Dla niej oznaczało to, że wkrótce jej sprawa się zakończy, jednak co to znaczyło dla niego? 
- Ufam ci. - odpowiedział w końcu Malfoy. 
Obaj ruszyli prędko do Departamentu Tajemnic. Hermiona starała się trzymać blisko nich. Zmuszona była trzymać się Malfoy'a, choć nie było to łatwe, a dla chłopaka zapewne dodatkowo nieprzyjemne. 

Do Londynu dotarli późnym wieczorem. Było to im na rękę, dlatego, że Ministerstwo było o tej porze puste, a było bardzo prawdopodobne, że po zeznaniach Weasley'a, obecny podczas wyprawy Ślizgon był poszukiwany przez magiczny wymiar sprawiedliwości. Szybko dostali się ciemnymi korytarzami do najniżej położonego departamentu. Wszystko szło gładko do momentu dotarcia całej trójki do sali, w której miała znajdować się fizyczna część Hermiony Granger. 
- Postawili strażników. - wyszeptał Potter, gdy obserwowali wejście zza zakrętu. - Mnie wpuszczą bez problemu, ale z tobą będzie problem. - zauważył patrząc na Malfoy'a.
- Domyślam się. - nie zdziwił się blondyn.
- Szkoda, że nie mamy peleryny niewidki. - westchnęła Hermiona.
- Potter ma pelerynę niewidkę? - powiedział na głos Malfoy.
- Hermiona ci powiedziała? - dopytywał się brunet.
- Tak, właśnie się wygadała. - delikatnie się uśmiechnął Draco. - Teraz wiem, dlaczego nigdy nie mogłem was na niczym nakryć.
- Jak to? Polowałeś na nas? - zapytał Harry.
- Coś w tym stylu. Długa historia. - machnął ręką Ślizgon. - Zastanówmy się nad tym, jak odwrócić ich uwagę.
- Chyba będę mogła pomóc. - stwierdziła Hermiona i bez problemów minęła pobliskie drzwi za którymi narobiła okropnego hałasu. Obaj strażnicy rzucili się natychmiast do podejrzanego pomieszczenia. Gdy tylko zniknęli za drzwiami Potter i Malfoy zablokowali wyjście kilkoma zaklęciami. Po chwili przed blondynem pojawiła się Hermiona.
- Dobra robota. - stwierdził Draco.
- Dzięki. Pośpieszmy się. Nie wiem czy nie próbowali poinformować o włamaniu kogoś z zewnątrz. - wyjaśniła dziewczyna.
- Hermiono jeśli mnie słyszysz to wiedz, że każda wyprawa z tobą jest niesamowita, bo i ty jesteś niesamowita. - wyznał Harry.
- Kocham cię Harry. - stwierdziła Granger, ale Malfoy nie miał zamiaru tego powtarzać.
Gdy pośpiesznie weszli do strzeżonego pomieszczenia im oczom ukazał się mrok. Dopiero po chwili zauważyli w rogu sali delikatnie oświetlone szklane łoże, na którym spoczywała śpiąca postać czarownicy. 
- Wyglądam jak Śpiąca Królewna. - stwierdziła Hermiona i lekko się zarumieniła.
- Wygląda jak Śpiąca Królewna. - powtórzył Malfoy.
- O dziwo chyba czarodzieje znają tę baśń, bo próbowali wszelkich sposobów na obudzenie Hermiony, łącznie z pocałunkiem wielkiej miłości. - wyjaśnił Harry.
- Fuj!!! - z obrzydzeniem zareagował Malfoy. - Weasley całował ją nieprzytomną?
- Może nie każdy uważa, że całowanie mnie jest obrzydliwe. - prychnęła Hermiona.
- Chodziło mi raczej o obrzydliwość osoby Weasley'a. - powiedział ciszej Malfoy. Hermiona była pewna, że zarumieniłaby się, gdyby tylko mogła. Odkąd przebywała tak blisko swojego ciała, stała się prawie zupełnie niewidoczna.
- Co teraz? - blondyn zmienił temat zwracając się do Pottera.
- Tylko Hermiona wie co się wydarzyło. Musimy dostać się do jej wspomnień. - zdecydował Potter.
- Czy ty wiesz Potter, że to przestępstwo? - zapytał retorycznie blondyn.
- Tylko jeśli Hermiona nam na to nie pozwoli. - stwierdził słusznie Harry.
- Hermiono? - zapytał Draco - Słyszałaś.
- Nie mamy innego wyboru. Róbcie co trzeba. - odpowiedziała dziewczyna, sama była ciekawa co naprawdę się wydarzyło. 
Przez chwilę w sali panowała grobowa cisza. W końcu Harry zdecydował się na kolejny ruch. Przyłożył różdżkę do skroni przyjaciółki i wydobył z niej srebrzystą nić z ostatnimi wspomnieniami Hermiony. Bardzo starał się, aby nie przesadzić. Nie chciał grzebać w głowie dziewczyny zbyt głęboko, było to niebezpieczne i nadużywało "gościnności".
- Mamy to . - wypuścił powietrze Potter. - Gotowy?
- Miejmy to już za sobą. - stwierdził Malfoy i transmutował jedyną rzecz jaka była w ich zasięgu w myślodsiewnię. Ową rzeczą była lampka nocna, więc przez chwilę wszystko zniknęło w mroku.
- Lumos!- wypowiedział zaklęcie Draco. - Zaczynajmy. 
Potter napełnił magiczne naczynie wspomnieniem i wszyscy razem zanurkowali w nim natychmiast.
- Wszyscy cali? - zapytała dziewczyna, gdy wylądowali na hogwarckim korytarzu.
- W porządku - odpowiedział Harry. - A wy?
- My? - zdziwił się Malfoy.
- Harry? - odezwała się do przyjaciela Hermiona. - Widzisz mnie?
- Tak Hermiono. - uśmiechnął się Potter i uściskał przyjaciółkę. - Tak bardzo za tobą tęskniłem. - wciąż nie wypuszczał z objęć Hermiony brunet.
- Nawet nie wiesz jak ciężko było codziennie cię widywać ze świadomością, że nie masz o mnie pojęcia. - wyznała Hermiona ronią jedną łzę. Na więcej nie pozwolił im Malfoy, który przerwał to wzruszające spotkanie.
- Załatwmy to wreszcie! - burknął niezadowolony z faktu, że Hermiona zupełnie go zignorowała w momencie, gdy tylko odzyskała przyjaciela.
Wszyscy ruszyli schodami w dół wprost do lochów, gdzie odnaleziono ciało Hermiony. Pobojowisko, które zastali było opustoszałe. Dopiero po chwili za ich plecami pojawiło się dwóch Śmierciożerców, którzy szarpali Draco Malfoy'a.
- Zostawcie mnie! - krzyczał chłopak wyrywając się.
- Czarny Pan będzie chciał się zemścić na zdrajcach. Na pewno obficie nas wynagrodzi. - obrzydliwy rechot dobiegał spod maski Śmierciożercy. 
- Twoja matka pomogła Potterowi, ale chłopak i tak zginie. Nie ma szans w starciu z Czarnym Panem. - dodał drugi brutalnie rzucając blondyna na ziemię i traktując go klątwą Cruciatus. Po kilku minutach Draco stracił przytomność, a gdy dwóch popleczników Voldemorta próbowało znów go podźwignąć, zza gruzowiska wyszła w ich stronę Hermiona Granger.
- Zostawcie go, albo mnie popamiętacie! - wykrzyknęła w ich stronę i rozbroiła jednego ze Śmierciożerców. 
- To ty nie masz z nami szans nędzna szlamo. - niezrażeni groźbami dziewczyny podjęli walkę z Gryfonką. Niestety pomimo umiejętności dziewczyny, dwaj mężczyźni pokonali ją wytrącając jej różdżkę z ręki, tym samym pozostawiając ją bezbronną. 
- Zginiesz w obronie kogoś kto tobą gardził całe życie. - stwierdził Śmierciożerca wyjmując z gruzów różdżkę Draco i zadając szatynce kolejne rany. Hermiona krzyczała, krwawiła, płakała, ale ani w jednej chwili nie poprosiła o litość. Była Gryfonką. Harry, Draco i Hermiona nie mogli nic zrobić, więc tylko bezradnie przyglądali się całemu zajściu. Malfoy pod wpływem impulsu chwycił Hermionę za rękę, aby dodać jej otuchy. Oboje spojrzeli na siebie zaskoczeni, nie tylko gestem Ślizgona, ale również faktem, że oboje poczuli fizycznie swój dotyk. 
W pewnym momencie do zgromadzonych zaczęły dobiegać krzyki i nawoływania. Według tego co podejrzewali za chwilę powinien pojawić się tu Weasley. Zanim jednak to się stało, dwóch Śmierciożerców zabrało swoje różdżki i zaczęło uciekać w drugą stronę korytarza.
- Szybko! Za nimi! - wykrzyknął Potter i rzucił się do biegu - Musimy się dowiedzieć kim oni są.
Zanim jednak dogonili zbiegów, zza zakrętu wyłoniło się zielone światło. Po chwili, gdy cała trójka dotarła na kolejny korytarz dostrzeli dwa ciała - Thorfinna Rowle'a i Jugsona. Nad ich martwymi ciałami nie było już nikogo. W tym momencie bardzo szybko wspomnienie zaczęło się zacierać i bohaterowie zostali wypchnięci do Departamentu Tajemnic. 
- Wszyscy cali? - zapytał w ciemności Harry.
- U mnie w porządku. - odpowiedział Malfoy. 
- A ty Hermiono? - zapytał raz jeszcze brunet lecz nie otrzymał odpowiedzi.
- Hermiono?! - Potter natychmiast wstał oświetlił pomieszczenie. Niestety oprócz niego, Malfoy'a i ciała Hermiony nie było nikogo. - Malfoy, widzisz ją?
- Niestety Potter. - odrzekł zmartwiony blondyn.
- Utknęła we wspomnieniu? - zastanawiał się Gryfon.
- Sądzę, że rozwiązała swoją niezałatwioną sprawę. - posmutniał Malfoy i podszedł do łóżka Hermiony. Widząc pytające spojrzenie Pottera dodał - Wie kto ją zabił, wie też, że poniósł za to karę.
- Czy w takim razie nie powinna się obudzić? 
- Chyba właśnie osiągnęła spokój dla swojego ducha. - Malfoy dyskretnie otarł jedną łzę, która pojawiła się na jego policzku. 
- Ona nie może umrzeć! - krzyczał Potter i przytulał swoją przyjaciółkę. 

-Proszę odsunąć się od panny Granger! - nagle za ich plecami pojawili się czarodzieje z Ministerstwa Magii na czele z samym Ministrem Kingsleyem Shackleboltem.
- Harry, puść Hermionę! - rozkazał minister. Harry posłusznie wykonał polecenie, ale nie odsunął się od łóżka dziewczyny.
- Aresztować pana Malfoy'a! - rozkazał minister.
- Chwileczkę panie ministrze! - Harry stanął na drodze, pomiędzy aurorami ministerstwa, a Malfoy'em. - Draco Malfoy jest niewinny, a my mamy na to dowody.
- Harry, śledztwo już się skończyło. Ronald Weasley poinformował nas o pojedynku pana Malfoy'a z panną Granger.
- Ron niczego nie widział. Mamy dowody! - zapewnił Gryfon. 
- Dowody? Skąd? - zdziwił się minister.
- Mamy wspomnienie Hermiony. - przyznał się Malfoy. 
- Zdajecie sobie sprawę z tego, że kradzież wspomnienia jest poważnym wykroczeniem? - wyjaśnił Shacklebolt. - Nawet jeśli oczyszcza ono pana Malfoy'a z zarzutów o torturowanie panny Granger to stawia was w niekorzystnym świetle. Będziecie o to oskarżeni. - wyjaśnił minister.


Cała sytuacja, która miała miejsce w Ministerstwie Magii wstrząsnęła wszystkimi zainteresowanymi. Podczas procesu Draco Malfoy został uniewinniony, a w Departamencie Tajemnic powstało kolejne zamieszanie. Tym razem związane z przebudzeniem się Hermiony Granger, którą natychmiast przewieziono do szpitala św. Munga. Dziewczyna natychmiast chciała zobaczyć się z Draco Malfoy'em jednak spotkało ją wielkie rozczarowanie, ponieważ dowiedziała się, że za kradzież wspomnienia Malfoy został skazany na trzy miesiące więzienia w Azkabanie. 

- Całą winę wziął na siebie. - opowiadał przyjaciółce Potter, gdy wspólnie jedli śniadanie w Wielkiej Sali.
- Nie mogę uwierzyć w to co się stało. On nie mógł tak po prostu się zmienić. - mówił z pełnymi ustami Ron.
- Widocznie coś miało na niego dobry wpływ. - powiedział tajemniczo Harry mrugając dyskretnie do swojej przyjaciółki. 
- Dzisiaj wraca, prawda? - dopytywała się Gryfonka. - Powinien już tu być.
- Może nie wróci do szkoły? - rozmarzył się Ron.
- Wróci. - zapewnił przyjaciółkę Potter i dla otuchy ścisnął ją za dłoń. 

Hermiona nie mogła znaleźć sobie miejsce przez cały dzień. Malfoy miał dzisiaj pojawić się w szkole, ale był już prawie wieczór, a jego nie było nigdzie widać. Postanowiła udać się do jego dormitorium. Doskonale znała hasło, w końcu wiele razy przechodziła tędy z Draco. Skorzystała z peleryny niewidki Harry'ego, bo pomimo obecności wszystkich na kolacji nie chciała natknąć się na  Ślizgonów. W dormitorium nie zastała nikogo. Rozpaliła, więc w kominku i położyła się na kanapie. Odkąd wróciła do wieży Gryffindoru czuła się nieswojo. Ciągle czegoś jej brakowało. Dopiero w tym pomieszczeniu w lochach poczuła się znowu spokojna. Zapatrzona w ogień usnęła.
 
Draco Malfoy postanowił pojawić się w szkole dopiero późnym wieczorem, żeby nie wzbudzać sensacji swoją osobą. Po wyjściu z Azkabanu potrzebował spokoju, ciszy, jedzenia. Obecność dementorów choć krótka, odbiła piętno na jego psychice. Potrzebował rozmowy z człowiekiem, zwykłych czynności, jak spanie, jedzenie, odrabianie lekcji, chodzenie na szlabany. Potrzebował normalności. Kiedy wszedł do swojego dormitorium zdziwił się, że w kominku płonie ogień. Gdy podszedł bliżej zauważył śpiącą na jego kanapie Granger. Natychmiast się zatrzymał. Z jednej strony zaciekawiony, z drugiej przerażony. Odkąd zakończył się proces nie miał żadnych wieści o Hermionie Granger. Obawiał się, że to jego przemęczony umysł płata mu figle. Podszedł czym prędzej do dziewczyny i uklękną przy kanapie. Chwilę się zastanawiał, ale postanowił sprawdzić swoje przypuszczenia. Powoli zbliżył swoją dłoń do policzka Granger i delikatnie go dotknął. Serce zaczęło bić mu szybciej, gdy poczuł ciepło jej ciała. A przede wszystkim poczuł i to było najważniejsze. 
- Granger! - delikatnie potrząsnął dziewczyną, aby ją obudzić. - Hermiono!
- Mmmmm.... - Gryfonka bardzo powoli otwierała oczy - Co.... Draco! - dziewczyna natychmiast odjęła chłopaka przewracając go do tyłu na dywan. - Draco wróciłeś!
- Granger, chyba bardzo się stęskniłaś... - nie ukrywał zaskoczenia Ślizgon. - Dobrze się czujesz?
- Doskonale. A ty? - uśmiechała się promiennie Hermiona.
- Bywało lepiej. Mam też nadzieję, że właśnie nie płoną mi włosy w kominku. - stwierdził Malfoy, gdyż znajdowali się niebezpiecznie blisko paleniska.
- Wszystko jest w porządku. - oceniła szatynka wkładając palce w lekko splątane kosmyki blondyna. Chwilę milczenia, gdy oboje jedynie przyglądali się sobie, przerwała w końcu Hermiona:
- Dziękuję ci Draco. Za to, że tu jestem.
- To ja dziękuję ci, że tu jesteś.... - wyszeptał jej do ucha Malfoy.
- Nie powinnam ci przeszkadzać. Chcesz pewnie odpocząć. - stwierdziła Hermiona.
- Faktycznie potrzebuję odpoczynku. - przytaknął blondyn i oboje wstali z dywanu.
- W takim razie zobaczymy się na śniadaniu? - zapytała Granger kierując się w stronę drzwi.
- Pewnie tak, ale.... - zaczął Malfoy chwytając odchodzącą dziewczynę za dłoń - .... wolałbym, żebyś została.
- Tutaj? Na noc? - zdziwiła się Hermiona.
- Tak. Przecież to nie pierwszy raz.... - zauważył Malfoy.
- Ale teraz.... - speszyła się dziewczyna.
- ... teraz mogę cię dotknąć. - dokończył za nią chłopak i natychmiast ją pocałował zanim, którekolwiek z nich zaczęłoby się zastanawiać nad słusznością tego czynu. 
- Draco... - przerwała pocałunek Gryfonka.
- Połóżmy się razem. Pozwól mi usnąć u twego boku. Tylko tyle. - poprosił Draco patrząc jej prosto w oczy i całując szarmancko dłoń. 
- Rozumiem, że nie jesteś jednym z tych facetów? - zapytała Hermiona.
- Ja? W życiu.... - zapewnił mężczyzna.
- Trochę szkoda... - szepnęła mu do ucha Hermiona przygryzając je lekko. Na reakcję Draco nie trzeba było długo czekać. 



  • wow, nie wierzę, że w końcu się udało, ale naszło mnie natchnienie i skończyłam tę miniaturkę, która swoją drogą miniaturowa nie jest; mam nadzieję, że ktoś jeszcze zechce sprawdzić jak powyższa historia się kończy; życzę miłej lektury i być może pójdę za ciosem i stworzę coś nowego, ale niczego nie obiecuję; ostatnio wróciłam do czytania opowiadań fanowskich i szczerze powiem, że ciężko jest znaleźć coś wciągającego; jeśli macie coś godnego polecenia to podrzućcie mi namiary, a tymczasem miłej lektury :)
          Katarzyna Pisze

8.01.2017

Miniaturka 3/3

Kolejny poranek tchnął w Hermionę ogromną ilość nadziei i był zwieńczeniem nocy pełnej planów. Perspektywa wyjścia z dormitorium dawała jej szerokie pole działania i była niezbędnym jej urozmaiceniem. Zniecierpliwiona chodziła po pomieszczeniu czekając, aż Malfoy wstanie i będzie mogła zacząć go przekonywać do swoich racji. Wiedziała, że współpraca ze Ślizgonem nie będzie różowa.
- Mogłabyś już tak tu nie chodzić? - rozległ się zaspany głos blondyna.
- Przecież nie hałasuję. - odrzekła Hermiona pochłonięta swoimi myślami.
- Ale rozsiewasz wokół siebie zimne powietrze. - skrzywił się Draco otulając się szczelniej kołdrą.
- W sumie mógłbyś już wstać. Przynajmniej dziś nie zaśpisz na śniadanie. - zaproponowała Hermiona grzecznie. Starała się nie nastawiać Malfoy'a negatywnie od samego rana. Mogła mieć wtedy większe szanse na jego pomoc.

Malfoy jeszcze chwilkę poleżał w łóżku, ale tylko dlatego, żeby nie dać po sobie poznać, że zastosował się do całkiem sensownej podpowiedzi Granger. Wczoraj nic nie jadł i skręcało go w żołądku.

Po porannych czynnościach oboje wyszli z dormitorium i udali się na ucztę do Wielkiej Sali. Było jeszcze wcześnie, dlatego nie było tam tak gwarno jak zwykle. Hermiona często lubiła przychodzić tu właśnie odrobinę wcześniej, żeby móc zjeść w ciszy i spokoju. Teraz jednak rozglądała się zachłannie w poszukiwaniu znajomych twarzy. Nie zdziwiło ją jednak to, że nie zobaczyła nikogo. Jej przyjaciele lubili spać bardzo długo.

Przekraczając próg Wielkiej Sali spojrzała tylko sentymentalnie w kierunku stołu Gryfonów i podreptała za Malfoy'em do stoły Slytherinu. Kiedy usiedli przy stole chłopak zajął się jedzeniem, a Hermiona miała czas, żeby poukładać sobie w głowie wszystkie fakty, które udało jej się zebrać w krótkiej drodze z lochów do Wielkiej Sali. Hogwart został odbudowany, ale jego magiczna atmosfera przybrała nieco mroczny charakter. Trudno było jej określić co jest tego przyczyną. Może to widmo niedawnej bitwy, albo wspomnienia, które były wciąż żywe.
Rozmyślania Hermiony przerwał szept blondyna, który brał ostatni łyk soku dyniowego.
- Granger, spadamy!
Szatynka bez słowa sprzeciwu ruszyła za nim. Przed wyjściem z dormitorium ustalili, że nie będą ze sobą rozmawiać przy innych. Nikt nie widział Hermiony, a Ślizgon nie chciał wyjść na wariata i pogorszyć swojej i tak nieciekawej sytuacji.

Oboje mieli już wyjść z sali i skierować się na pierwszą lekcję, kiedy na ich drodze staną nie kto inny jak Harry Potter wraz ze swoją dziewczyną Ginny Weasley.
- Malfoy. - lekko skinął głową Harry w stronę blondyna.
- Potter. - odpowiedział tym samym Ślizgon spinając się jednak.
Młodzi czarodzieje mieli wyminąć się i ruszyć każdy w swoim kierunku jednak do całej sytuacji dołączył spóźniony Ron Weasley.
- Z drogi Malfoy! - wykrzykiwał na tyle głośno, żeby każdy kto był w pobliżu mógł go usłyszeć. Draco nawet na niego nie patrząc szedł dalej. Hermiona początkowo szczęśliwa z powodu widok przyjaciół teraz stała u boku blondyna i przyglądała się całej sytuacji zaabsorbowana.
- Ogłuchłeś Ślizgonie? - Weasley nie dawał za wygraną.
- Ron, daj spokój. Chodźmy na śniadanie. - mówiła spokojnie Ginny.
- Chętnie pójdę, ale najpierw musimy się rozprawić ze Śmierciożercami, o których zapomniało Ministerstwo. - mówił rudzielec wyciągając różdżkę. - Prawda Harry? - zwrócił się do przyjaciela szukając w nim poparcia i ciesząc się ogólnym zachwytem zgromadzonych uczniów.
Harry rozejrzał się po zgromadzonych twarzach. Hermiona miała wrażenie jakby patrzył też na nią, ale to nie mogła być prawda.
- Harry, nie rób tego. - szepnęła Hermiona. Wiedziała, że jej przyjaciel jest dobrą osobą i zdaje sobie sprawę z ciężaru jaki niesie za sobą jego decyzja. Od tego w jaki sposób on zareaguje będzie zależało dalsze życie Malfoy'a w tej szkole. I nie chodziło o to, że szatynka polubiła Malfoy'a tylko o to, że czuła, że musi go chronić.
- Ron, idziemy na śniadanie. - powiedział spokojnie Harry, a Hermionie zakwitł szeroki uśmiech na twarzy. Czego nie można było powiedzieć o pozostałych. Zdziwiony Draco, wściekły Ron i chichoczący z niego uczniowie.

Dzień był dość niespokojny. Na każdym kroku byli zaczepiani przez uczniów z różnych domów. W zasadzie to blondyn był zaczepiany, ale o dziwo Hermiona odbierała te napady bardzo osobiście. Wyczerpani, w porze obiadowej, udali się do biblioteki i na tym oboje uznali za słuszne, aby skończyć dzisiejszą edukację i zaszyć się w dormitorium.

Wieczór był najprzyjemniejszą częścią tego dnia. Wbrew pozorom zderzenie z rzeczywistością nie było dla Hermiony takie radosne i szczęśliwe jak oczekiwała. Dopiero teraz zauważyła jak trudny dla Malfoy'a jest pobyt tutaj. Widziała w nim po części siebie z czasów wojny, kiedy to jako szlama była uważana za osobnika gorszego gatunku. Role się odwróciły i dokładnie w tej samej sytuacji znajdował się teram Ślizgon.

- Draco? - pierwszy raz Hermiona zwróciła się do chłopaka po imieniu.
- Nie lituj się nade mną... - burknął tylko Malfoy znad podręcznika od eliksirów.
- Ja tylko się zastanawiałam.... - zaczęła niepewnie dziewczyna podchodząc do biurka przy, którym siedział chłopak.
- Nad czym? - pytał blondyn nie przestając notować najważniejszych informacji z dzisiejszej lekcji, na którą nie poszli.
- Powiedziano ci dzisiaj wiele naprawdę wrednych słów prosto w twarz...
- To jeszcze nic w porównaniu z podłościami jakie mówią za twoimi plecami. - przerwał jej Malfoy patrząc tym razem na nią uważnie i zastanawiając się do czego zmierza ta rozmowa.
- Jak sobie z tym radzisz? - zapytała w końcu Hermiona delikatnie siadając koło Draco na biurku.
- To trwa dopiero od dwóch dni. To chyba ja powinienem zapytać ciebie o to jak radziłaś sobie z tym przez kolejne lata. - zauważył trafnie Draco.

Ta noc była przełomowa dla nich obojga chociaż zapewne nie zdawali sobie z tego sprawy. Hermiona zajęta wertowaniem ksiąg o duchach, a Malfoy odrabiający zadania domowe i spoglądający na jej wciąż niesłabnący zapał. Tego dnia obudził się z myślą, aby udać się do McGonagall z Hermioną i całą sprawę oddać w jej ręce. Niech przyjaciele martwią się jej losem. Coś się jednak zmieniło tego dnia, kiedy miał z kim dzielić swój los. Kto go rozumiał i mógł zostać.... przyjacielem?



  • jestem! zjawiam się tutaj niemal jak opisywany duch :) mam nadzieję, że nie jesteście mocno źli i znajdzie się jeszcze ktoś kto będzie towarzyszył moim losom Hermiony i Draco; wraz z nowym rokiem i postanowieniami, które ze sobą przyciągnął chciałabym powrócić do pisania, optymistycznie zakładam, że uda się to raz na miesiąc, ale w tej chwili mam wielki zapał, więc może uda się skończyć tę miniaturkę bardzo prędko, bo to jeszcze nie koniec, niech was nie zmyli oznaczenie - szykuje się część 3/4 :) w najbliższych planach mam zakończenie obecnej miniaturki, kilka pomysłów na kolejne też jest, nie wiem natomiast jak sprawa się ułoży z nowym głównym opowiadaniem... miłej lektury i dajcie znać w komentarzach czy mocno nie wypadłam z wprawy
          Pozdrawiam,
          Katarzyna



18.11.2015

Miniaturka 3/2

- Masz jakiś plan? Jak chcesz mi pomóc? - zapytała zrezygnowana dziewczyna.
- Jest zasadniczy błąd w twoim rozumowaniu Granger. - mówił spokojnie blondyn. - Ja wcale nie chcę ci pomóc. Chcę się tylko ciebie stąd pozbyć. Jak widzisz mieszkam w prywatnym dormitorium, a to oznacza, że cenię sobie właśnie PRYWATNOŚĆ. - ostatnie słowo Malfoy wypowiedział przez zaciśnięte zęby.
Twarz Hermiony gdyby mogła zrobiłaby się jeszcze bardziej blada. Malfoy bez słowa udał się do łazienki, a zza zamkniętych drzwi dało się słyszeć szum wody. Po kilku minutach wrócił z zamiarem położenia się do łóżka. Początkowo nie dostrzegł Gryfonki. Dopiero gdy położył się do łóżka i zapalił różdżką ogień w kominku. spostrzegł małą bladą postać skuloną na fotelu przy kominku.
Hermiona co prawda nie czuła przyjemnego ciepła. ale zamknęła oczy i próbowała przypomnieć sobie wieczory spędzone w Pokoju Wspólnym Gryffindoru wraz z przyjaciółmi.

Młodzi czarodzieje nie odzywali się do siebie. Mężczyzna czuł złość i frustrację, które odrobinę ustąpiły po gorącej kąpieli. Kobieta zaś czuła zrezygnowanie i ogromny zawód. Jeśli jej egzystencja miała zależeć od obecnego tu blondyna to nie miała co liczyć na szczęśliwe zakończenie.
Malfoy obserwując Hermionę zauważył, że wyglądała dokładnie tak jak zapamiętał to ze szkoły. Zmieniło się jednak jej zachowanie. Spodziewał się raczej niekończących się dyskusji, pretensji, kłótni, przemądrzałego tonu. Był lekko rozczarowany, bo do tej pory tylko to nadawało uroku ich znajomości. Zdawał sobie jednak sprawę, że wojna wiele zmieniła. W nim, ale też w Gryfonce. Zanim zdążył ugryźć się w język zadał pytanie:
- Mówiłaś, że nie pamiętasz jak zginęłaś?  - kończąc zdanie skrzywił się okropnie, bo tak naprawdę marzył tylko o tym, aby w końcu usnąć i przygotować się na jutrzejszy dzień.
- Tak mówiłam. - westchnęła kobieta nie zmieniając swojej pozycji ani o milimetr.
- A pamiętasz cokolwiek ze swojego.... ekhm... życia? Z wojny? - Draco starał się delikatnie dobierać słowa. Nie miał pojęcia jak rozmawiać z kimś o jego śmierci. Zazwyczaj martwi, których spotykał już nie byli skorzy do dyskusji.
- Ostatnie co pamiętam.... - zastanowiła się przez chwilę Hermiona lekko marszcząc nos i przygryzając wargę. - ... to chyba ucieczka Śmierciożerców. Byłam wtedy w zamku... nie pamiętam dlaczego wróciłam do środka.
- Śmierciożercy albo nie żyją, albo skończyli w Azkabanie. - zastanawiał się na głos blondyn.
- W takim razie nie chodzi o zemstę. bo mój morderca już poniósł karę.
- Nie koniecznie... - mówił spokojnie Ślizgon.
- Co masz na myśli? - Hermiona w końcu spojrzała na chłopaka rozłożonego na wielkim łożu.
- Może to nie był nikt ze Śmierciożerców? Ich nie było już wtedy w zamku. - zauważył Malfoy.
- To bez sensu.... - pokręciła ze zrezygnowaniem głową szatynka. - Niemożliwe...
- Jak chcesz, ale jest to jakaś możliwość. A bez powodu nie znalazłabyś się w Hogwarcie. - podsumował Draco i odwrócił się do Hermiony plecami informując tym samym, że ich rozmowa dobiegła końca. Usnął z szelmowskim uśmieszkiem na ustach. Wiedział, że zasiał ziarnko niepewności w głowie Gryfonki.

- Malfoy... Malfoy... wstawaj! - ktoś głośno krzyczał do ucha zaspanego Ślizgona.
- Niech cię szlag Granger... - zachrypiał chłopak i przykrył głowę kołdrą.
- Już ranek, masz lekcje. I musisz pójść do biblioteki. - oznajmiła.
- Chyba zwariowałaś. W pierwszy dzień szkoły? - prychnął.
- Musisz przynieść tu wszystkie książki o duchach. - powiedziała poważnie Hermiona i próbowała zabrać kołdrę chłopakowi. Oczywiście jej plan się nie powiódł. ale Malfoy i tak wyskoczył z łóżka jak poparzony.
- Coś ty zrobiła?! - zapytał krzycząc.
- Nic... - zdziwiła się dziewczyna.
- Przeniknęłaś przeze mnie? - zapytał podejrzliwie czarodziej.
- Może trochę... - zachichotała Hermiona.
- To nie jest śmieszne! - burknął Malfoy zawijając się w kołdrę. - Jesteś jak bryła lodu. - skrzywił się Draco i poczłapał do łazienki.
Hermiona westchnęła i jeszcze bardziej zmarkotniała. Odkąd była duchem nie pamiętała jak to jest się uśmiechać i cieszyć. Nic nie sprawiało jej radości.

Granger cierpliwie czekała, aż Malfoy wyjdzie z łazienki. Musiała być pewna, że nie zmarnuje on szansy na zdobycie cennych informacji.
- Pamiętaj! Biblioteka! - krzyknęła tylko dziewczyna, kiedy spóźniony blondyn wybiegł z łazienki. Draco złapał w locie swoją torbę i zatrzasnął za sobą drzwi.

Kiedy Draco przebiegł przez Pokój Wspólny nikogo już tam nie było. Udał się więc pośpiesznie na ucztę. Niestety, gdy potarł już prawie do drzwi okazało się. że uczta się skończyła, a ostatni uczniowie spieszą do klas. Zrezygnowany zawrócił i ze skurczem w żołądku musiał przetrwać lekcje, które dzieliły go od obiadu.
Ten dzień od początku nie zapowiadał się różowo, ale jego przypuszczenia zostały przyćmione przez rzeczywistość. Głodny, zły, niewyspany przemierzał szybko korytarz, aby dotrzeć do sali od transmutacji. Jego pojawienie się w progach sali spowodowało grobową ciszę. Wszyscy przyglądali mu się w milczeniu. Ślizgoni z podziwem i ciekawością. Przeklęci Gryfoni z odrazą i zaskoczeniem.
- Co ty tutaj robisz? - w jego stronę zmierzał wściekły Potter z wyciągniętą różdżką.
- Stoję. - prychnął Malfoy. - A w zasadzie to już siadam pani profesor. - zwrócił się tym razem do nauczycielki, która przyglądała się całemu zajściu bez odrobiny zaskoczenia.
- Siadasz?! - powtórzył Harry zaskoczony i spojrzał na McGonagall oczekując wyjaśnień. Po chwili oczy wszystkich utkwione były w obecnej dyrektorce.
- Tak. Pan Malfoy, tak jak reszta z was, powrócił, aby kontynuować naukę. - wyjaśniła Minerva.
- Przecież to czyste szaleństwo! - oburzył się Ron Weasley.
- Procesy Śmierciożerców już się zakończyły. Ufając naszemu nowemu wymiarowi sprawiedliwości, pan Malfoy otrzymał zgodę na ukończenie szkoły.
Po sali rozległy się szepty oburzenia, które zgromiła jednym spojrzeniem profesorka.
- Siadajcie obaj! - zwróciła się do Malfoya i Pottera, którzy nadal stali naprzeciwko siebie mierząc się wzrokiem.

Przez cały dzień młody Malfoy była narażony na uszczypliwe komentarze, szepty dotyczące jego osoby oraz nienawistne spojrzenia. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Nawet, a może zwłaszcza ze Ślizgonami, którzy w większości się go obawiali. Jako jedyny z młodego pokolenia został on przecież wcielony do Śmierciożerców i miał bezpośredni dostęp do Voldemorta.
Zajęcia ciągnęły się w zastraszającym tempie. Tuż przed południem Draco dobitnie czuł, że jego żołądek domaga się pożywienia. Nie myśląc o niczym innym udał się na obiad i prosto do swojego dormitorium. Postanowił odpuścić sobie kolejne zajęcia. Nie chciał patrzeć na Pottera i Weasley'a, którzy pławili się w chwale i sławie.

Hermiona siedziała dokładnie tam gdzie ją zostawił, gdy wychodził.Wtargnięcie zdenerwowanego Ślizgona zaskoczyło ją bardzo.
- Dlaczego nie jesteś na lekcjach?
- Mam dość! - warknął Draco rzucając swoją torbę w kąt.
- Już pierwszego dnia? - zdziwiła się dziewczyna.
- Nie wiesz jak to jest być mną. Zwłaszcza teraz... - Malfoy położył się na łóżko zakrywając twarz dłońmi. - Jeszcze ten cholerny Potter...
- Co? Harry tu jest? Widziałeś go? - Hermionę wyraźnie zainteresowała wzmianka o przyjacielu.
- Oczywiście, że jest. Razem ze swoim przydupasem Weasley'em. - prychnął Draco.
- I Ron? A Ginny? - dopytywała dziewczyna. - Neville? A może widziałeś Lunę?
- Nie interesują mnie twoim rycerscy Gryfoni i szalona Pomyluna. - skwitował Malfoy.
- Może byś się jednak zainteresował. - oburzyła się Hermiona stając przed nim i krzyżując ręce na piersi. - W końcu kto, jak nie oni będą wiedzieli co się ze mną stało? Chyba to najprostsza droga do naszego rozstania!
- Myślisz, że tak po prostu mogę ich zapytać? - Malfoy teraz siedział przed Hermioną z niewyraźną miną. - Nie wiesz co się dzieje na górze. Gdybym chciał się zbliżyć do Pottera to mogę się założyć, że ktoś przywali mi Avadą zanim zdążę się odezwać.
- Dramatyzujesz. - machnęła ręką Hermiona. - A zmieniając temat to gdzie masz książki?
- Jakie znowu książki?
- O duchach. Nie byłeś w bibliotece?! - bardziej stwierdziła niż zapytała Granger.
- Pójdę jutro. Jestem wykończony. - przeciągnął się blondyn z zamiarem ponownego położenia się na łóżku.
- O nie! Pójdziesz dzisiaj! I to teraz! - wściekła się Hermiona.
- Spadaj Granger. Nie jestem Weasley'em, nie zmusisz mnie.
- Jesteś pewien? - zapytała uśmiechając się szelmowsko i zbliżając się do mężczyzny powolnym krokiem. Lekko zdezorientowany Ślizgon zaczął cofać się, aby uniknąć nieprzyjemnego dotyku ducha.
- Nie dotykaj mnie. - próbował zabrzmieć groźnie, ale przeszedł go nieprzyjemny dreszcz na wspomnienie porannego kontaktu z Hermioną.
- I co, miło? - zapytała wrednie Gryfonka dźgając blondyna bladym palcem w tors. - To pomyśl sobie, że ja czuję to w każdej chwili i w całym ciele, a raczej tym co z niego zostało. Jesteś tak bardzo samolubny, że nie możesz pofatygować się do szkolnej biblioteki po kilka książek?
- Granger...? - niepewnie zapytał Malfoy.
- Obiecuję, że na jakiś czas dam ci spokój. Nie będziesz mnie musiał oglądać. Tylko przynieś te cholerne książki. - Hermiona próbowała wszelkich sposobów, aby przekonać Draco.
- Granger... - po raz kolejny próbował jej przerwać Malfoy.
- Co u licha? - Granger była wściekła i zrezygnowana.
- Jesteśmy na korytarzu. - poinformował blondyn. Podczas ich rozmowy Hermiona wypchnęła go za drzwi. Nie zauważyła także, że sama też jest już za progiem dormitorium.
- No widzę... - prychnęła kobieta. Dopiero po chwili dotarł do niej sens słów towarzysza.
- Mówiłaś, że nie możesz wyjść z pokoju! - oburzył się Malfoy.
- Bo nie mogłam. Samej mi się to nigdy nie udało. - zapewniała kobieta jednocześnie rozglądając się na boki z ciekawością. Korytarze były puste. Wszyscy byli jeszcze na lekcjach.
- To co się teraz zmieniło? - zapytał poważnie Draco.
- Teraz jestem z tobą. - zauważyła szatynka. - Jestem przywiązana nie do miejsca.... - myślała na głos Hermiona.
- ... tylko do jego właściciela... - Draco dokończył to o czym myślała czarownica. Oboje się skrzywili i jęknęli.
- Można to dobrze wykorzystać. - stwierdziła Granger.
- Za jakie grzechy?! - jęknął Draco.
- Oj, na pewno coś by się znalazło. - odpowiedziała Hermiona i oboje wrócili do dormitorium, bo od strony Pokoju Wspólnego zaczęli napływać uczniowie. którzy skończyli lekcje.



  • jest i kolejna część miniaturki; nie wiem ile jeszcze ich będzie, ale kilka na pewno; cieszę się, że ktoś jeszcze pamięta o moim blogu i dziękuję za tak miłe przyjęcie mnie z powrotem do blogosfery; 
          pozdrawiam
          Katarzyna

2.11.2015

Miniaturka 3/1

Ostatnie co pamiętała Hermiona to czerwone światło mknące wielokrotnie w jej kierunku i przeszywający ból w całym ciele. Uczucie ostrego fizycznego cierpienia nie ustępowało przez tak długi czas, że Hermionie wydawało się, iż traci zmysły. Od ciężkich murów odbijał się echem jej krzyk rozpaczy lecz nigdy nie były to słowa błagające o litość. Jej szata, twarz, ręce, posadzka wokół niej pokryte były mieszaniną krwi, łez i kurzu, który pozostał po walce. Przez jedną chwilę młodej czarownicy wydawało się, że wreszcie nadchodzi kres jej agonii. Miejsce bólu zaczęło zastępować uczucie chłodu. Hermiona z lekkim uśmiechem na ustach czekała spokojnie na śmierć. Nie wiedziała jednak, jak bardzo myliła się co do swego stanu....


Kiedy Hermiona ponownie odzyskała świadomość, pierwszym jej uczuciem stał się fakt, iż tak naprawdę nic nie czuje. Nie mogła narzekać na brak bólu, ale było jej odrobinę zimno. Dopiero kiedy otworzyła oczy, zauważyła, że leży w wielkim łożu z baldachimem. Co dziwne, nie czuła również na swojej skórze, dotyku pościeli... Gdy Hermiona przestała przyglądać się swoim bardzo bladym dłoniom postanowiła rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym się znalazła. Jak ustaliła sama ze sobą, żyła, ale coś było z nią nie tak.
- Dlaczego, do diabła jestem z ślizgońskim dormitorium?! - oburzyła się Hermiona rozpoznając dominujące barwy Domu Węża. - I jak długo tutaj jestem?! - zastanawiała się na głos.
Hermiona bez zastanowienia skierowała swoje kroki w stronę drzwi. Jednak kiedy sięgnęła po klamkę stało się coś dziwnego. Jej blada dłoń przeniknęła przez metal, którego dziewczyna nawet nie poczuła.
- Aaaaaa!! - krzyknęła Hermiona odskakując gwałtownie do tyłu. - Nie wierzę, to nie może być prawda! - kręciła przecząco głową. Po chwili próbowała jeszcze wielokrotnie chwycić za klamkę z podobizną węża lecz żadna z prób się nie powiodła. Granger najszybciej jak umiała pobiegła do łazienki i spojrzała w lustro. Niestety, nie dostrzegła swego odbicia.
- Jestem.... - brunetka przełknęła głośno ślinę. - jestem.... duchem... - wyszeptała w końcu. Jej dłoń dotknęła powierzchni lustra, jakby zanurzała się w spokojnej tafli jeziora. - Umarłam?


Hermiona nie mogła określić ile trwało jej otrząśnięcie z szoku, ponieważ w pomieszczeniu nie znalazła żadnego zegarka. Nie było tutaj także okien, które wskazywałyby porę dnia. Jedyne okrągły otwór ukazywał głębiny podwodnego świata, który istniał w wielkim jeziorze znajdującym się na terenach Hogwartu. Hermiona nie odczuwała głodu, ani zmęczenia przez co bardzo jej się dłużyło. Próby wydostania się z pokoju okazały się bezsensowne. Pomimo, iż była ona w stanie przenikać przez ściany i przedmioty, jakaś niewidzialna siła uwięziła ją właśnie w tym dormitorium, którego progów nie mogła przekroczyć.


Czas mijał, a znudzona kobieta zabijała czas, próbując wyobrazić sobie swoich przyjaciół, za którymi bardzo tęskniła, a którzy pewnie uważają ją za martwą. Najbardziej, pragnęła jednak spotkać kogoś, kogokolwiek żywego. Porozmawiać, dowiedzieć się co się dzieje na świecie, dlaczego w Hogwarcie jest tak pusto. Wielokrotnie przysłuchiwała się ciszy panującej wokół z nadzieją, że w końcu coś usłyszy. Coś co wskazywałoby na obecność osób trzecich.


Każdy kolejny dzień wydawał się nie mieć końca. Ulubioną rozrywką Hermiony okazała się obserwacja podwodnego życia - słuchaniem śpiewu syren, oglądaniem walk trytonów czy leniwych podrygów Wielkiej Kałamarnicy. Aż pewnego razu stało się coś na co Hermiona czekała, jak się miało okazać przez całe lato. Do jej uszu dotarły tak bardzo wytęsknione odgłosy kroków, dobiegające z korytarza. Podekscytowana, jak również nieco przerażona wstała z podłogi i przycisnęła się plecami do ściany. W napięciu oczekiwała na rozwój sytuacji. Do odgłosu kroków dołączyły również śmiechy i głośne rozmowy. Hermiona czuła, jakby serce miało za chwilę wyrwać się z jej klatki piersiowej. Jednak, odgłosy, które pojawiły się nagle za drzwiami, równie szybko umilkły. Do jej pokoju nikt nie zajrzał.... Ogromnie rozczarowana czuła się jeszcze bardziej samotna i niewidzialna. W tym momencie chciała usnąć, chciała poczuć ten błogi senny stan zapomnienia. Jej użalanie się nad sobą tak bardzo ją pochłonęło, że nie zauważyła, kiedy drzwi pokoju otworzyły się delikatnie i cicho.


Draco Malfoy z wielką ulgą opuścił swą rodzinną posiadłość, w której roiło się ostatnimi czasy od aurorów i pracowników Ministerstwa Magii. Nie był zadowolony z powrotu do szkoły, gdzie wszyscy życzyli mu jak najgorzej, ale wybrał jednak mniejsze zło. Przybył do szkoły z opóźnieniem, żeby nie musieć brać udziału w uczcie powitalnej, na której zapewne była wspominana pamięć poległych czarodziei i czarownic walczących przeciwko Voldemortowi w Bitwie o Hogwart. Kiedy został w końcu sam w swoim dormitorium chciał odetchnąć z ulgą, która miała trwać przynajmniej do jutrzejszego śniadania, kiedy to wszyscy zobaczą, że miał czelność wrócić do Hogwartu. Ogarnęło go jednak, przejmujące uczucie, że nie jest sam.
- Jest tu ktoś? - zawołał w przestrzeń. Nie zdziwiłoby go, gdyby McGonagall pozwalając mu wrócić do Hogwartu chciała go szpiegować.
- On mnie nie widzi. - pomyślała Hermiona, którą zszokował widok Malfoy'a prawie tak samo jak wiadomość, że jest duchem.
- Homenum Revelio! - Draco wypowiedział zaklęcie, które miało ujawnić obecność istot potencjalnie znajdujących się w jego dormitorium. Nikt się jednak nie pojawił.
Hermiona zachichotała. Doskonale wiedziała, że ta formuła zadziała jedynie na żywych ludzi. A ona ewidentnie taka nie była.
- Kim jesteś? Pokaż się! - rozkazał Malfoy celując różdżką w miejsce, gdzie stała rozbawiona Hermiona. - Słyszę twój śmiech. - dodał.
- Słyszysz mnie?! - zapytała niepewnie Granger.
- Słyszę... Kim jesteś? Brzmisz znajomo... - dopytywał blondyn zbliżając się w kierunku szatynki i wciąż nie opuszczając różdżki gotowy zaatakować.
- Jestem duchem. - odpowiedziała wymijająco Hermiono.
- Po bitwie pewnie roi się od was w murach zamku, ale dlaczego jesteś tutaj? Tutaj zginęłaś? - zainteresował się Ślizgon.
- Nie pamiętam, jak zginęłam... - zauważyła Hermiona i bardzo posmutniała. - Ostatnio wiele zapominam...
- Nie znam się na duchach, ale one nigdy nie zostają bez powodu w świecie żywych. - stwierdził Malfoy opuszczając różdżkę.
- Masz na myśli jakieś niezałatwione sprawy? - zawahała się była Gryfonka.
- Tak, ewentualnie zemstę lub zdemaskowanie mordercy. - powiedział beztrosko blondyn.
- Ciekawe... - zamyśliła się Hermiona. - Jak mam cokolwiek zrobić jeśli nie mogę opuścić tego dormitorium?
- To znaczy, że jesteś tutaj cały czas?! - skrzywił się Malfoy. Nie podobała mu się wizja posiadania współokatorki - ducha.
Po chwili grobowej ciszy Hermiona znów się odezwała:
- To ty musisz załatwić moje sprawy. Żebym mogła spokojnie odejść!
- Nie kpij! Mam ważniejsze sprawy... - prychnął Draco i położył się na łóżku. Jednocześnie robiąc listę zadań na najbliższe dni, na szczycie, której umieścił znalezienie sposobu na pozbycie się ducha.
- Może sprawy Śmierciożerców?! - oburzyła się Granger. Po tych słowach blondyn natychmiast podniósł się z łóżka.
- Kim jesteś?! Mów! - wrzasnął. Hermiona za to milczała jak zaklęta. Nie miała zamiaru niczego mu ułatwiać. - Znam te wasze sztuczki. Pokaż się!
Hermiona wiedziała, że w końcu będzie musiała zdradzić kim jest zwłaszcza, że Malfoy miał jej pomóc. Czy to im się podobało czy nie... Dziewczyna zamknęła oczy i starała się bardzo skupić. W jednej chwili zerwał się silny wiatr.
- Granger?! - Draco cofnął się o krok na widok bladej sylwetki dziewczyny. - Ze wszystkich, którzy zginęli musiałaś to być właśnie ty?!
- Uwierz, mnie też nie cieszy ta sytuacja. - zrezygnowana dziewczyna usiadła na łóżku, które nawet się pod nią nie ugięło.
- Musimy jak najszybciej się ciebie stąd pozbyć. - powiedział pewnie Ślizgon. Roku z duchem nie wytrzymałby na pewno, a jeśli tym duchem jest Granger to wspólne mieszkanie nie wchodziło kompletnie w grę.



  • wróciłam! po bardzo długiej nieobecności znów piszę; co prawda nie jest to rozdział nowego opowiadania, a jedynie pierwsza część miniaturki, która wpadła mi dziś do głowy i nie chciała dać spokoju; mam nadzieję, że powoli wrócę do wprawy pisania, bo sama widzę jak opornie mi to dziś szło po tak długiej przerwie; chcę wrócić do pisania i oderwać myśli od rzeczywistości, potrzebuję teraz takiej terapii... być może będzie ona z korzyścią dla nas wszystkich, bo powstanie coś ciekawego...
          Katarzyna

21.10.2014

Epilog!

Aromat porannej kawy umilał Hermionie lekturę Proroka Codziennego. Szatynka siedząc przy kuchennym stole kończyła śniadanie gotowa do wyjścia. Tak jak wszyscy podejrzewali skandaliczne zachowanie na weselu Pottera nie uszło uwadze prasy. Soczyste plotki i jeszcze barwniejsze domysły zajmowały pierwszą stronę gazety. Hermiona doskonale zdawała sobie sprawę, że głównym źródłem informacji była sama zainteresowana - Ginevra Weasley, która zrobiła z siebie ofiarę, porzuconą pannę młodą oskarżając jednocześnie Harry'ego o zdradę z ukrywającą się śmierciożerczynią.
Młoda czarownica doczytała do końca artykuł, dopiła czarną kawę i szybkim krokiem ruszyła w kierunku kominka. Za chwilę miała rozpocząć się rozprawa Pansy, więc nie mogła się spóźnić. I tak niewiele spała tej nocy. Stres spowodowany ślubem i rozprawą skumulował się w jeden wielki niepokój.
Hermiona wzięła głęboki wdech, wygładziła i tak idealnie dopasowaną spódnicę i zniknęła w płomieniach, aby za chwilę postawić stopę w korytarzu Ministerstwa Magii.

Pomimo, że było jeszcze bardzo wcześnie to na korytarzu można było dosłyszeć podniesione głosy. Z daleka Hermiona rozpoznała Harry'ego, Draco oraz Ginny. Nie zdziwiło ją to, że prowadzą oni zawziętą kłótnię. Dzisiejszy dzień był dla szatynki wyjątkowo ciężki, a dopiero się rozpoczął. Zwolniła więc lekko, aby nie musieć uczestniczyć w zbędnych dyskusjach. Za chwilę wszystko zostanie i tak powiedziane przed sądem. Serce łomotało jej jak oszalałe, więc przystanęła na chwilę opierając się dłonią o chłodne ściany. Długi i ciemny korytarz zawsze powodował u niej nieprzyjemne dreszcze. W końcu musiała ruszyć, bo została dostrzeżona przez Malfoy.a, który przyglądał jej się uważnie. Zostawił kłócącą się parę przed wejściem i ruszył w kierunku byłej Gryfonki.
- Wszystko w porządku? - zapytał lustrując ją uważnie.
- Tak, po prostu nie chcę uczestniczyć w kolejnej kłótni. - wyjaśniła Hermiona.
- Blado wyglądasz... - zmartwił się blondyn odgarniając pojedynczy kosmyk włosów, który błąkał się po twarzy kobiety.
- Nie mogłam spać. - przyznała Granger.
- Musisz o siebie dbać. - powiedział Draco tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Chodźmy już. Skończymy to, a wtedy w końcu odpocznę. - Hermiona wzięła blondyna pod rękę i wraz ze wszystkimi weszli do sali, aby stanąć przed radą Wizengamotu.

Sala była pełna ludzi, którzy siedzieli w wielu rzędach tworzących swego rodzaju półokrągłą trybunę. Na samym środku, na surowym, drewnianym krześle siedziała przypięta pasami oskarżona. Hermiona w pierwszej chwili była pewna, że masywne krzesło jest puste. Dopiero, kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do panującego półmroku zauważyła małą postać zwiniętą na siedzeniu. Tłuste i przyklejone do twarzy włosy uwydatniały jak bardzo jej przyjaciółka schudła przez ten czas. Kątem oka widziała jak Draco napina wszystkie mięśnie ze wściekłości, a Harry powstrzymuje się ostatkiem sił, aby nie podbiec do niej i nie uwolnić jej z łańcuchów. Sama otarła jedną niezauważalną łzę i zajęła miejsce dla świadków.
- Obrady Najwyższej Rady Wizengamotu odbędą się w sprawie Pansy Parkinson ukrywającej się śmierciożerczyni. Zebraliśmy się w zmniejszonym gronie ze względu na bezpośredni udział w sprawie, niektórych członków rady. Harry Potter, Hermiona Granger oraz Ronald Weasley zrzekli się orderu na czas trwania rozprawy, aby móc zeznawać. - zakomunikował sam minister, Kingsley Shacklebolt.
Hermiona wymieniła znaczące spojrzenia z Harry'm. Oboje byli zaskoczeni udziałem w rozprawie Rona. Wszyscy byli nieco zaniepokojeni tym co może powiedzieć rudzielec.
- Oskarżyciel Ginevra Weasley przedstawi zarzuty. - oddał głos przewodniczący rady czarodziejów.

- Mówiłam, że ze mną się nie zdziera... - zarechotała Weasley wychodząc z sali tuż za Hermioną, Harry'm i Draco. Właśnie rozpoczęła się przerwa w obradach. Hermiona przystanęła na chwilę odwracając się energicznie w kierunku rozmówczyni. - Zawsze taka wygadana, a teraz nie masz nic do powiedzenia? Dlaczego milczysz?
- Dobieram słowa. - powiedziała groźnie Hermiona robiąc krok do przodu.
- Jakie? - nie kryła rozbawienia Ginny.
- Cenzuralne. - wysyczała Granger.
- Och, oczywiście. Wielka Hermiona Granger, przyjaciółka Pottera, wzór cnót, a zadaje się z przestępcami.
- Właśnie próbuję się od nich uwolnić.
- Nie porównuj mnie do śmierciożerców. - rudowłosa chwyciła Hermionę za łokieć.
- Jesteś od nich sto razy gorsza. Oni walczyli przeciwko swoim wrogom, a ty niszczysz własnych przyjaciół.
- Nie mam sobie nic do zarzucenia... - prychnęła Ginny. - To dzięki mnie jakoś udało się wam zaistnieć i zachować w towarzystwie.
- Nikt cię o to nie prosił. - Hermiona z pogardą zmierzyła wzrokiem drugą kobietę. - To ty się wciskałaś na salony, każdą możliwą szparą.
- Jakoś nie przypominam sobie, żebym choć raz nie mogła wejść frontowymi drzwiami. - podniosła wysoko głowę Weasley.
- Tak... - westchnęła Hermiona. - Pamiętaj, że ze szmaty jedwabiu nie zrobisz. - ucięła krótko Granger. Oburzona i czerwona na twarzy była narzeczona Pottera wróciła do sali, aby tam zaczekać do końca przerwy.

- Widocznie niepotrzebnie robiliśmy tę przerwę. Jak widać Ronald Weasley nie pojawił się do tej pory. - zawyrokował minister przeglądając dokumenty i porozumiewawczo spoglądając po twarzach sędziów.
- Wysoki Sądzie... - odezwała się nieśmiało Pansy. - Zaczekajmy jeszcze chwilę, on na pewno się pojawi. Kingsley wymownie spojrzał na Harry'ego, a ten jedynie przytaknął. - Dobrze, zaczekamy jeszcze chwilę.
Słowa Pansy zaskoczyły wszystkich. Hermiona widziała, że również Ginny straciła sporo ze swojej pewności siebie. Do tej pory Hermiona była pewna, że to ona namówiła Rona, aby zeznawał na jej korzyść, a teraz? Co Ron miał wspólnego z Pansy?
Rozmyślania wszystkich przerwało przeciągłe skrzypienie ogromnych i ciężkich wrót, przez które wkroczył zasapany Weasley.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałem jeszcze jedno ważne spotkanie. W zasadzie mam kilka kluczowych informacji w tej sprawie. - mówił rzeczowo Ron nie patrząc na nikogo.
- Słuchamy więc. - zachęcił minister.
- Nie podlega dyskusji fakt, iż Pansy Parkinson pochodzi z rodziny śmierciożerców i na tej podstawie została pierwotnie skazana. Jej uchylanie się od odbycia kary trwało bardzo długo. Początkowo może miała ona problemy natury emocjonalnej, któż nie miał ich po wojnie. Jednak ostatnimi czasy była widywana poza ośrodkiem zamkniętym i robiła to na wyraźne polecenie i za zgodą dyrektora tego ośrodka Draco Malfoy'a.
- Rozumiem, że potwierdza pan wcześniejszą wersję swojej siostry, Ginevry Weasley? - upewnił się Shacklebolt.
- Tak. - kiedy padło decydujące słowo Hermiona ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała patrzeć jak jej były narzeczony pogrąża jej przyjaciółkę. Czuła ostre ukłucie w okolicach serca, czy to złe przeczucie? - Chciałbym jednak przedstawić dokumenty, które uniemożliwiają aresztowanie Pansy Parkinson. - tym razem serce Hermiony prawie się zatrzymało, a ta natychmiast wlepiła swój wzrok w plecach Rona.
- Mógłbym je zobaczyć? - zainteresował się sędzia. Po chwili ciszy, kiedy naradzano się nad plikiem pergaminów na sali znów rozbrzmiał głos przewodniczącego rady. - Z dokumentów wynika, że Pansy Parkinson nie może odbywać kary więzienia ze względu na swój stan zdrowia. Kara zostaje zamieniona na bezterminowy okres resocjalizacji, podczas którego będzie ona pod stałym nadzorem Ministerstwa Magii.
- Co to ma znaczyć?! - oburzyła się Ginny. - To znowu jakaś zagrywka? Tym razem wciągnęliście w to mojego brata?
- Tak się składa, że panna Parkinson spodziewa się dziecka... - uśmiechnął się delikatnie Kingsley i spojrzał wymownie na Harry'ego. Ten natychmiast zerwał się z miejsca i próbował uwolnić Pansy z krępujących ją kajdan. - Pan Potter, ma rację. Usunąć zabezpieczenia krępujące więźnia. - po tych słowach wszystkie więzy zniknęły, a Harry klęcząc przytulał Pansy i jej płaski jeszcze brzuch.
- Przecież to może być oszustwo. Takie badania można łatwo podrobić. Chyba nie zamierzacie wypuszczać przestępcy?!!! - miotała się Ginny.
- Ależ oczywiście, że nie zamierzamy. - westchnął minister. Jedno machnięcie różdżką i łańcuchy, które jeszcze przed chwilą krępowały Pansy zdobiły teraz nadgarstki Ginny. - Na mocy nadanej mi przez społeczność czarodziejów oskarżam Ginevrę Weasley o sfałszowanie dokumentów medycznych, które miały świadczyć o jej stanie błogosławionym. Oskarżam ją również o użycie zaklęcia niewybaczalnego na osobie Ronalda Weasley'a oraz użycie zakazanej i czarnomagicznej klątwy na osobie Harry'ego Pottera.
- Proszę mnie nie rozśmieszać. To jakieś kłamstwa! - Ginny krzyczała próbując pozbyć się kajdan.
- Wszystko mamy potwierdzone w dokumentacji. - Kingsley podniósł w górę pergaminy dostarczone przez Rona. - Prawdziwa karta medyczna, zeznania poszkodowane Ronalda Weasley'a oraz sprawozdanie z przesłuchania Luny Lovegood, która zeznawała w Biurze Aurorów pod wpływem Veritaserum. - wymieniał kolejno minister.

- Och, Ron... - Draco stał na uboczu i przyglądał się jak Hermiona rzuca się w ramiona Weasley'a. Sam musiał przyznać, że miał u niego dług wdzięczności, ale nie podobało mu się w jaki sposób jego ukochana patrzy na swojego przyjaciela.
- Dzięki stary. Gdyby nie ty.... - mówił Potter obejmując wciąż Pansy, której oddał swoją marynarkę.
- Należało w końcu wyjaśnić wszystko.
- Tak, ale to jednak twoja siostra. - przyznał Harry, a Hermiona mu zawtórowała.
- Rozmawiałem  z matką... bardzo to przeżyła, ale lepiej, że dowiedziała się wcześniej. - poinformował Ron.
- Ron to było cudowne. Nareszcie sprzeciwiłeś się Ginny. - Hermiona ciągle ściskała go za rękę.
- Jeśli ty mogłaś.... to i ja... zawsze mnie inspirowałaś... - uśmiechnął się do niej szczerze rudzielec.
Dopiero teraz Hermiona zdała sobie sprawę, że została już sama z Ronem. Harry zabrał Pansy w bezpieczne miejsce, a Draco.... zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Jej radość skumulowała się na Weasley'u.
- Przepraszam Ron, ale muszę już iść. - wykręciła się Hermiona i rzuciła się biegiem do wyjścia.
- Spotkamy się? - dosłyszała jedynie w oddali głos byłego Gryfona.

Hermiona natychmiast wpadła do kominka i przeniosła się do apartamentu Harry'ego. Nie myliła się i zastała tam dwójkę swoich przyjaciół. Niestety nie było z nimi Malfoy'a.
- Draco z wami nie wrócił? - zdziwiła się Hermiona.
- Odszedł jeszcze przed nami... - zauważył Harry. - Kiedy dziękowałaś Ronowi...
- Och... - zdezorientowanie Granger było widoczne na jej twarzy. Pansy wymownie spojrzała na Harry'ego, a ten wycofał się z pomieszczenia zostawiając dwie ukochane kobiety w samotności.
- Hermiono zdajesz sobie sprawę, że Draco obdarzył się uczuciem? - zapytała niepewnie Pansy. Nie wiedziała czy ich znajomość podczas jej nieobecności rozwinęła się, w którymś kierunku.
- Tak Pans, wiem...i ja... ja też chyba go kocham... - wahała się szatynka.
- Chyba? - zdziwiła się Pansy.
- Draco jest cudowny. Pomógł mi, wiem, że nie miał ze mną łatwo... byliśmy uprzedzeni, ale... jednocześnie tacy podobni do siebie. Zakochałam się w nim po uszy. - zaśmiała się Granger. - Jak nastolatka. On jest bogaty, przystojny i czystokrwisty przede wszystkim....
- Ale wiesz, że to ostatnie się już dla niego nie liczy? - wtrąciła się Pansy.
- Z drugiej strony Ron. Zawsze go kochałam, miłością szczerą i najczystszą. Najpierw jako przyjaciela, potem mężczyznę mojego życia. Zranił mnie boleśnie, ale też nieświadomie. Chciałam odejść, żeby nie cierpiał, jednocześnie sama złamałam sobie serce oddając pierścionek. Ale... jeśli przyjęłabym go ponownie to nie wyobrażam sobie życia bez Draco. To on pokazał mi jak się żyje, pokazał mi prawdziwą mnie. Tą denerwującą kujonkę z Hogwartu, a nie zastraszoną członkinię arystokracji....
- Chyba sama słyszysz jak przewrotnie to brzmi? Ron i arystokracja, Draco i kujonka? - uśmiechnęła się Parkinson chwytając Hermionę za lodowate dłonie.
- Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? - zapytała drżącym głosem była Gryfonka.
- Pamiętaj, że gdybyś naprawdę kochała tę pierwszą osobę to nikt inny by się nie pojawił. - powiedziała szczerze brunetka.


*** zakończenie 1. ***

Hermiona wychodząc z domu Pottera chciała udać się do kliniki. Miała nadzieję, że tam właśnie zastanie Draco. Rozmowa z Pansy dała jej do myślenia. Kochała Rona, nie podlegało to dyskusji. Jednak... była to miłość powtórnie przyjacielska. To z Draco chciała spędzić swoje życie, to jego pragnęła jak żadnego mężczyzny wcześniej. Niestety jej próby teleportacji nie powiodły się. 
- Coś jest nie tak? - mówiła do siebie szatynka. Dopiero teraz kiedy cała adrenalina opadła, zaczęła odczuwać ogromne zmęczenie. Chciała usiąść, odpocząć... Dłonie jej drżały... a z nieba docierało do niej przyjemne ciepło roztapiając śnieg pod jej stopami. Hermiona zebrała wszystkie swoje siły i przeniosła się w najbliższe znane jej magiczne miejsce. Pierwsze, które zafascynowało ją, kiedy miała jedenaście lat. 
Szatynka powitała widok ulicy Pokątnej z wielką ulgą. Jej wyczerpanie sprawiło, że na chwilę zachwiała się na nogach i musiała przytrzymać się pobliskiego budynku. O tej porze było tu spokojnie, gwar towarzyszący szkolnym zakupom zarezerwowany był na porę letnią. Hermiona niespiesznie dotarła do pobliskiej ławki. Zanim na niej usiadła zgarnęła cienką warstwę mokrego śniegu. 
Słonko pomimo swojej intensywności chyliło się ku zachodowi, a Hermiona przyglądając się mu wiedząc, że ten dzień nareszcie wprowadził spokój w życie jej przyjaciół. Czy to znaczyło, że nie będzie miała nawet chwili, aby nacieszyć się ich szczęściem? Potrzymać w objęciach ukochane dziecko Harry'ego i Pansy? Powiedzieć Draco co do niego czuje? 
- Hermiono?! - Draco podbiegł do szatynki.
- Draco... - ucieszyła się kobieta. - Muszę ci coś powiedzieć. To będzie samolubne. Nie chcę zostawiać cię z poczuciem pustki.... ale...
- Wiem... - Draco był bardzo opanowany. Usiadł koło młodej czarownicy i objął ją ramieniem. 
- Kocham cię... - blondyn natychmiast złożył na ustach Hermiony czuły pocałunek. - Poczekasz ze mną na zachód?
- Nie mam zamiaru nigdzie się stąd ruszać. - zapewnił ściskając ją za dłoń. 
Oboje siedzieli na mokrej ławce wpatrując się w krwiścieczerwoną tarczę. Draco poczuł mocny uścisk Hermiony, która chwyciła go za dłoń. 
- Znów nie wzięłaś rękawiczek... - powiedział cicho patrząc prosto przed siebie. Czuł, że Hermiona uśmiecha się delikatnie, a jej głowa opiera się o jego ramię. Kiedy mała i zimna dłoń szatynki bezwładnie wypadła z jego uścisku Draco Malfoy pozwolił sobie na jedyną samotną łzę. 


*** zakończenie 2. ***

Blondyn w samotności świętował ich wspólne zwycięstwo. Zamknął się w swoim gabinecie i rozmyślał. Jak długo mógł wmawiać sobie, że kobieta taka jak Hermiona zostawi dla niego miłość swojego życia i odwiecznego przyjaciela. Widział jej oddanie w spojrzeniu... Musiał jednak z nią porozmawiać. Nie mógł dłużej ukrywać jej przed światem. Nie mógł na siłę zatrzymać jej przy sobie. Z konkretnymi postanowieniami teleportował się do mieszkania Pottera.
Jego pojawienie się zaskoczyło rozmawiające ze sobą dwie najważniejsze dla niego kobiety. 
- Draco! - Hermiona natychmiast wstała, żeby uściskać blondyna.
- Musimy porozmawiać. - powiedział poważnie Malfoy.
- To ja was zostawię. - zaproponowała Pansy.
- Nie Pans. Zawołaj jeszcze Pottera. - zdecydował były Ślizgon.
- O co chodzi? - zaniepokoiła się Hermiona.
- Prawdopodobnie mnie znienawidzisz, ale dzisiejszy dzień kończy wszystkie sprawy, więc i ja chciałbym coś wyjaśnić. 
- Po takim wstępie, aż nie mógłbym wyjść. - zaśmiał się Potter. Nic nie mogło popsuć mu humoru, kiedy trzymał w ramionach ukochaną i ich dziecko.
- Kocham cię. - wypalił blondyn przyciągając do siebie szatynkę i zachłannie ją całując.
- Tego akurat mogliśmy się domyślać. - westchnął zawiedziony brunet.
- Wiesz jakie mam marzenie? Chciałbym wracać do domu i nie wyciągać kluczy z kieszeni. Chciałbym po prostu zapukać do drzwi i żeby ktoś mi otworzył.... żeby ktoś czekał... - blondyn usiadł na kanapie chowając twarz w dłoniach.
- Bardzo chciałabym spełnić twoje marzenie, tak jak ty spełniłeś moje... ale wiesz, że nie mam wiele czasu... - mówiła Hermiona klęcząc przed mężczyzną.
- Kłamałem... przez cały czas pozwoliłem ci wierzyć, że umrzesz.... a teraz mam patrzeć jak ty umawiasz się z innym facetem, zakochasz się i wyjdziesz za niego za mąż! A ja będę umierał po trochu każdego dnia... 
- Draco... - Hermiona próbowała przerwać jego monolog.
- Najlepsza z kobiet jakie w życiu spotkałem, a ja spieprzyłem sprawę. Zasługuję na klęskę, zasługuję na samotną śmierć w domu wariatów.
- Draco! - tym razem Granger krzyknęła.
- Nie wierzę, że to mówię, ale nie opuszczaj go... - powiedział spokojnie Harry. Hermiona spojrzała na radosnego przyjaciela obejmującego Pansy, na brunetkę, która przytaknęła porozumiewawczo. 
- Opuścić?! - była Gryfonka głęboko się nad czymś zamyśliła.
Draco wstał i zachowując resztki godności chciał opuścić mieszkanie, kiedy był już przy drzwiach Hermiona znów się odezwała:
- Zamierzam za niego wyjść!
Draco Malfoy odwrócił się zszokowany. W mgnieniu oka pokonał dzielącą ich odległość i zamknął w swoich ramionach. Po chwili w salonie przyszłej rodziny Potterów zapadła cisza poprzedzona głośnym odgłosem teleportacji.


  • i to by było na tyle! tak jak obiecałam napisałam dwa zakończenia, do samego końca wahałam się czy warto bawić się w coś takiego, ale w końcu uległam; sami oceńcie!!! liczę, że docenicie nie tylko ten ostatni wpis, ale także moją pracę włożoną w całe to opowiadanie i napiszecie o tym w komentarzu; ostatnio zaniedbałam bloga, traciłam chęci... motywowały mnie wasze wpisy, chociaż i ich było coraz mniej.... historia dobiegła końca; mam zamiar pojawić się z nowym opowiadaniem, jednak zanim to nastąpi robię sobie przerwę, nie wiem ile będzie trwała... ale chcę pozbierać myśli, pożegnać się mentalnie z tym opowiadaniem, z którym związana byłam emocjonalnie.... na razie planuję kilka miniaturek - tak żebyście o mnie nie zapomnieli :) wkrótce planuję zmianę wyglądu bloga, szablon już gotowy, dostosowany do nowej historii, kreowanie bohaterów już trwa w mojej głowie :) pozdrawiam
          Katarzyna

6.10.2014

XXX. My też cię kochamy

Hermiona obudziła się w świąteczne popołudnie. Już dawno nie czuła się tak wypoczęta. Szatynka leniwie podciągnęła się po pozycji siedzącej i rozejrzała się po pokoju. Nic się tu nie zmieniło odkąd była małą dziewczynką. Jej uwagę przykuł kryształowy flakonik stojący na stoliku nocnym oraz kawałek pergaminu. Kobieta natychmiast chwyciła wiadomość i przeczytała półgłosem:

Hermiono,
wybacz, że zostawiam cię samą, ale musiałem pilnie wyjechać do kliniki. 
Mam nadzieję, że wypoczęłaś. Pozostawiam ci jeszcze jedną porcję eliksiru Słodkiego Snu. 
Uważaj na siebie.
Do zobaczenia na ślubie Pottera. Mam nadzieję, że zechcesz mi towarzyszyć? 
Wesołych Świąt.
Twój Draco


Szatynka po przeczytaniu wiadomości westchnęła i wtuliła się w pachnącą pościel. Z szerokim uśmiechem układała sobie plan na dzisiejszy dzień.
- Chyba przydałoby się kupić jakąś suknię na ten nieszczęsny ślub. - skrzywiła się nieznacznie Hermiona. Podświadomie jednak chciała zrobić wrażenie na Draco. Młoda kobieta powoli wstała z ciepłego posłania i przygotowała się do wyjścia. Nie miała ochoty na samotne uroczyste świąteczne śniadanie, więc ograniczyła się do gorącej herbaty i kawałka pieczonego indyka. 
-  Pierwszy przystanek Sowia Poczta. - zdecydowała Hermiona wychodząc z domu. Była Gryfonka chciała wysłać odpowiedź blondynowi zanim zniknie w czeluściach królestwa Madame Malkin. 

- Dobra Potter masz pół godziny! - do uszu bruneta dotarł gburowaty głos jednego ze strażników Azkabanu. Po chwili za jego plecami zatrzasnęły się masywne drzwi. Przez dłuższą chwilę Harry przyzwyczajał się do mroku panującego w celi. Dopiero po chwili zauważył kruchą postać siedzącą na jedynej pryczy. 
- Harry? To ty? - odezwała się niepewnie Pansy.
- Pans... - Potter pokonał odległość dzielącą go z ukochaną w kilku krokach i przytulił ją czule do siebie. Przez cienki materiał wyczuł jej przygarbioną postać, a jego dłoń napotkała kościste palce brunetki. - Czy oni cię w ogóle karmią? - oburzył się Harry. W odpowiedzi Pansy jedynie uśmiechnęła się blado.
Po chwili milczenia, kiedy to mężczyzna przypatrywał się uważnie każdemu centymetrowi twarzy kobiety, gładził jej splątane włosy i muskał każdego siniaka ustami, odezwała się była Ślizgonka.
- Dostałeś moją wiadomość?
- Tak, dlatego tu jestem. Jeśli twoje przypuszczenia się sprawdzą.... - zaczął mówić Harry.
- Wiem, że to mimo wszystko ryzykowne, ale wierzę, że podejmiesz dobrą decyzję. I każdą uszanuję... - tłumaczyła cichym głosem Parkinson.
- Jeśli stchórzę? - pytał Harry spuszczając wzrok.
- Zrozumiem..., bo mimo to nigdy nie poznałam tak odważnego i dobrego czarodzieja. - Harry poczuł na swoim policzku dotyk zimnej dłoni kobiety.
- Wyłazić stamtąd! Koniec widzenia! - drzwi otworzyły się nagle.
- Dopiero przyszedłem... - oburzył się Potter.
- To nie hotel, wypad stąd! - strażnik splunął brunetowi  pod nogi.
- Kocham cię! - powiedział pewnie Harry i pocałował kobietę.
- No proszę, bo się wzruszę!... - zarechotał strażnik. - Ruszaj się! - wrzasnął kolejny raz wypychając byłego Gryfona na zewnątrz. 
- My też cię kochamy... - wyszeptała przez łzy Pansy spoglądając przez kratę w drzwiach na oddalającego się Pottera. 

Wielka i huczna ceremonia miała odbyć się na wzgórzu przy posiadłości państwa Weasley. Był to jedyny element, na który zgodziła się panna Weasley przy planowaniu uroczystości, zaproponowany przez jej matkę. Kolejne miejsca zapełniały się w szybkim tempie. Gości ciągle przybywało. Kolejne punkty teleportacyjne dostarczały znanych i bogatych czarodziei. Ginevra szykowała się do ślubu w otoczeniu sztabu specjalistów. Nad jej głową ćwiergotała również jej druhna - panna Lovegood. Nic nie było w stanie zepsuć tego idealnego dnia, do którego prowadziły jej wieloletnie starania. 
- Ciekawe kto będzie drużbą Harry'ego? - zastanawiała się blondynka poprawiając włosy.
- Kogo to obchodzi?! - machnęła ręką rudowłosa.
- Pewnie Ron... - rozmarzyła się Luna.
- Może być... - Weasley skupiła się na najważniejszej osobie dzisiejszego dnia, czyli sobie.

- Kolejna teleportacja, proszę się przesunąć. - rozkazał Ron Weasley. Po chwili na miejscu pojawił się Harry Potter, który przywitał się chłodno z przyszłym szwagrem.
- Hermiona już jest? - zapytał Potter nie patrząc na byłego przyjaciela.
- Jeszcze nie.
- A Malfoy? - skrzywił się brunet przyglądając się olbrzymiemu namiotowi wielkości pałacu, w którym znikali wszyscy przybyli.
- Zaraz powinien być. Mam go na liście tuż za tobą. - wyjaśnił Ron.
- Świetnie. Zaczekam. - przytaknął Harry.
- Harry, już cię przepraszałem, ale widzę, że to nic nie zmieniło. Co mam zrobić, żebyś mi wybaczył? - próbował nawiązać rozmowę z przyjacielem rudzielec.
- A potrafisz sprawić bym przy ołtarzu czekał na kobietę, którą naprawdę kocham, a nie na tę żmiję bez serca? - zapytał brunet. Rudzielec jedynie westchnął i zakomunikował kolejną teleportację.
- No nareszcie! - uśmiechnął się Harry widząc Malfoy'a wraz z Hermioną. Oboje wyglądali jakby wybierali się na pogrzeb, a nie na wesele. Malfoy w czarnym garniturze dopełnionym czarną koszulą oraz krawatem wyglądał dokładnie tak jak pan młody.
- Wyglądacie identycznie... - zauważyła Hermiona.
- Malfoy zgodził się zostać moim drużbą na tym przedstawieniu. - przyznał brunet.
- Myślałam, że Ron... - zaczęła Hermiona dopiero dostrzegając swojego rudego przyjaciela. Przerwała jednak w połowie zdania i uśmiechnęła się pocieszająco do Rona.
- Ślicznie wyglądasz Hermiono. - odważył się wtrącić Ronald.
- Dziękuję. - powiedziała Hermiona wygładzając przód swojej długiej aksamitnej i czarnej jak noc sukni.
- Idziemy? - zaproponował Harry.
- Jasne. - przytaknął blondyn nadstawiając ramię, aby stanowić oparcie dla Hermiony. Kobieta zanim jednak dołączyła do obu mężczyzn podeszła do Weasley'a i uścisnęła go z całej siły dodając mu otuchy.
- Do zobaczenia na miejscu. - wyszeptała do ucha Rona na co on skinął głową.
- Chodźmy. - wyprostowała się Hermiona biorąc pod ramię Draco oraz Harry'ego i energicznym krokiem wchodząc do barokowego ociekającego przepychem namiotu. 

Kilka chwil przed rozpoczęciem Harry wraz z Draco opuścili Hermionę, która zajęła miejsce w pierwszym rzędzie tuż przy ołtarzu. Obaj mężczyźni stali w centrum namiotu oczekując na przyjście panny młodej. Ich pojawienie spowodowało ogromne zdziwienie, gdyż nikt nie spodziewał się obecności szkolnego wroga nowożeńców, a tym bardziej jego przybycia w towarzystwie panny Granger i zajęcia miejsca wieloletniego przyjaciela Rona Weasley'a. Reporterzy nie próżnowali, a samopiszące pióra łamały się pisząc w pośpiechu kolejne soczyste newsy.
Wreszcie rozbrzmiała muzyka. Cała sala powstała w zachwycie przyglądać się kroczącej środkiem pannie młodej. W anielskiej sukni wyglądała zniewalająco, jedynie kilka obecnych osób zdawało sobie sprawę jak bardzo przekłamany jest to obraz.
Ceremonia trwała, formalności musiała stać się zadość. Hermiona nie mogła patrzeć na zbolałą twarz przyjaciela i oczami wyobraźni widziała jak wyciąga rudą wywłokę po czerwonym dywanie na wzgórze. Jej rozmyślania przerwał głos księdza:
- Czy ktoś z obecnych zna powód, dla którego obecna tu para nie powinna wstępować w związek małżeński niech powie to teraz lub zamilknie na wieki... -na sali zapadła grobowa cisza. Hermionie cisnął się na usta okrzyk sprzeciwu. Z przodu można było dosłyszeć prychnięcia Malfoy'a, które próbowała zgromić wzrokiem Ginny.
- Skoro tak... - chciał kontynuować duchowny.
- Przepraszam, ale chciałbym porozmawiać z Ginny na osobności... - poinformował Harry.
- Panie Potter, chyba to nie jest dobry moment... - szeptał ksiądz.
- Proszę mi wierzyć, idealny. - uciął brunet. Chwycił złą Weasley za ramię i nie zwracając uwagi na zaskoczone spojrzenia zgromadzonych wyprowadził ją przed namiot. Hermiona wraz z Draco wymienili porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli szybkim krokiem za przyjacielem. 
- Co się tutaj dzieje? - oburzyła się Molly chcąc interweniować.
- Usiądź, Harry wie co robi... - Ron powstrzymał matkę przed wyjściem.

- Potter co ty wyprawiasz? - zapytał zaskoczony Malfoy.
- Ślubu nie będzie! - powiedział pewnie i wyraźnie Harry.
- Harry... - zakryła dłonią usta Hermiona. - Przysięga...
- Przysięga nie jest wiążąca, przynajmniej na razie. - powiedział brunet ścigając krawat i rzucając go za siebie. 
- O czym ty mówisz? - nie wiedziała jak to zrozumieć Hermiona.
- Przysięgałem poślubić matkę mojego dziecka, więc dopóki ona nią nie jest nie mam wobec niej zobowiązań. - wyjaśnił Potter.
- Sam na to wpadłeś? - uśmiechnął tryumfalnie blondyn.
- Właściwie to zasługa Pansy. - Malfoy uśmiechnął się na tę wiadomość złośliwie i skupił swoją uwagę na czerwonej ze złości Weasley, która gotowała się w sobie do tej pory milcząc.
- I co ruda suko?! - odezwał się Draco podchodząc bliżej Ginny. W jego oczach zalśniły mordercze ogniki. Już dawno Hermiona nie widziała starego Malfoy'a. Malfoy'a, który przyprawiał ją o nieprzyjemne dreszcze. - Myślałaś, że uda ci się zniszczyć po kolei nas wszystkich? - wściekły mężczyzna chwycił Weasley za ramię powodując mocne zaczerwienienie i siniaki.
- Myślisz, że nie mam już nic do powiedzenia? Los jednego z was... - ostatnie słowa Ginevra wypluła z niechęcią. - ...ciągle zależy ode mnie.
- Uściślijmy coś! - blondyn ścisnął w swoich rękach pannę młodą i potrząsnął nią nie siląc się na delikatność. - Jeśli Pansy spadnie chociaż włos z głowy...
- To co? - zaśmiała się blondynowi prosto w twarz Weasley. - Zabijesz mnie?
- Ja cię zabiję! - odezwał się w końcu Harry, który pozwolił działać byłemu Ślizgonowi.
- Harry! Nie! - kręciła z niedowierzaniem głową Hermiona.
- Jutro rozprawa... i oby się skończyła pomyślnie. A wtedy zejdziesz nam z oczu i już nigdy się nie spotkamy. - wychrypiał Potter.
- W przeciwnym razie... znajdę cię choćby na dnie piekła! - wściekły blondyn odepchnął rudowłosą kobietę od siebie tak, że wywróciła się do tyłu. - Brzydzę się tobą! - skrzywił się Draco.
- Nie pozwolę się tak traktować! Popamiętacie mnie! - krzyczała Ginny i w następnej chwili teleportowała się w nieznane miejsce.
Chwilę milczenia przerwała Hermiona, która ze łzami w oczach rzuciła się na szyję Pottera. 
- Ciii... Hermiono nie płacz... - pocieszał ją przyjaciel głaszcząc po misternie upiętych włosach.
- To z radości Harry... już nic ci nie zagraża... - pociągała nosem szatynka.
- Myślicie, że wystarczająco ją nastraszyłem? - odezwał się w końcu blondyn, w którym nie pozostała nawet namiastka wcześniejszego brutala.
- Ja bym się zastanowiła co mam jutro zrobić... - przyznała Granger ocierając oczy chusteczką, którą zorganizował jej Harry.
- Ale to Ginny... nie wyglądała na nawet trochę przerażoną... - westchnął Potter obejmując nadal jedną ręką przyjaciółkę.
W oddali dobiegł ich głos niecierpliwiących się gości weselnych. Chwilę potem w wejściu do namiotu pojawił się Ron. Mężczyzna rozejrzał się po obecnych i lekko się uśmiechnął. 
- Spadajcie, ja wszystkim się zajmę... - zapewnił i już go nie było. Hermiona uśmiechnęła się ciepło w stronę miejsca, gdzie jeszcze przed sekundą znajdowała się postać jej byłego narzeczonego. 
- On ma rację... chodźmy... zaraz się zacznie... - przyznał Draco i cała trójka zniknęła przenosząc się do domu Hermiony.

  • nareszcie jestem z przedostatnim rozdziałem! kolejny będzie już epilog - nie wiem jeszcze jak zakończę tę historię - waham się również czy opcja dwóch zakończeń będzie adekwatna do moich oczekiwań, ale okaże się wszystko w trakcie pisania zapewne tak jak zwykle; czeka nas jeszcze ostateczna rozgrywka i rozprawa przed Wizengamotem, od której toku wszystko zależy... tymczasem co myślicie o dzisiejszym skrawku historii? miałam ochotę na jakiś szczęśliwy epizod :D wielkie zakończenie zapowiadam na niedzielę!!!
          Katarzyna
           
  • ps. dostałam niedawno informację, że istnieje blog o tej samej nazwie co mój - inaczej zapisany graficznie, na którym znajduje się opowiadanie mające ten sam tytuł co moja pierwsza historia - sam tekst jest zupełnie inny, więc nie wiem czy mam się czym niepokoić, czy mam możliwość roszczenia sobie praw do nazwy? dodatkowo autorka zamieściła na blogu szablon, który kiedyś powstał na moje zamówienie co wprowadza dodatkowy zamęt.... co o tym myślicie?

8.09.2014

XXIX. Pozwól mi cię kochać

Hermiona na palcach wspinała się na piętro, aby wreszcie odpocząć po emocjonującym dniu. Szatynka zakradła się do swoich drzwi i chciała delikatnie je otworzyć. Ku jej zaskoczeniu dostrzegła nikłe światło, które docierało z pokoju naprzeciwko. Zaciekawiona podeszła do progu, nie wiedziała czy powinna zakłócać ciszę i spokój gościa szczególnie o tej porze, ale ciekawość zwyciężyła. Hermiona odłożyła wysokie szpilki na podłogę i delikatnie pchnęła uchylone drzwi. Kiedy jej głowa z ciekawskim spojrzeniem wychyliła się zza drewnianego skrzydła poczuła na sobie wzrok mężczyzny.
- Ja, przepraszam. Po prostu byłam zaskoczona, że jeszcze nie śpisz... - tłumaczyła się Hermiona chcąc natychmiast się wycofać.
- Granger, zaczekaj... - blondyn wstał natychmiast z posłania.  - Właściwie to czekałem na ciebie.
- Ale dlaczego? Czegoś potrzebujesz? - zapytała zaskoczona kobieta. Hermiona przyglądała się Draco ze skrywanym zachwytem. Musiała przyznać przed samą sobą, że Malfoy  w wydaniu nonszalancko eleganckim wyglądał doskonale. Jego lekko zwichrzone włosy, brak krawata i swobodnie rozpięty kołnierzyk koszuli powodowały, że Hermiona się zarumieniła. Widząc jednak badawczy wzrok blondyna westchnęła:
- Za dużo wina. - kobieta próbowała zrzucić winę za swoje rumieńce na różowy trunek.
Draco uniósł jedynie jedną brew w geście powątpiewania i podszedł do Hermiony.
- Chcę ci coś pokazać. - powiedział pewnie, chwycił ją za dłoń i wyprowadził na korytarz.
- W tej chwili? Nie może to zaczekać do jutra? - zdziwiła się Hermiona. Nie miała pojęcia co może być tak pilne.
- To ważne. - mówił blondyn. Jego błagalny wzrok spoczął na twarzy byłej Gryfonki. - Proszę Hermiono. Nie pożałujesz... - dotknął dłonią jej zaróżowionego policzka.
- Dobrze. Chodźmy. - odpowiedziała Granger lekko zachrypniętym głosem i ruszyła w stronę schodów.
- Granger... - zawołał Malfoy. - Zostajemy na piętrze.
- Ale chciałeś mi coś pokazać... - Hermiona nie kryła zdezorientowania.
- Tak. Chodźmy do łazienki. - wyjaśnił Draco.
- Łazienki? - zdziwiona kobieta dreptała za blondynem ciemnym korytarzem. - Zabrakło świeżych ręczników, rura pękła.... - zastanawiała się na głos szatynka. Rozważania kobiety rozbawiły Draco, który śmiał się pod nosem.

Jasne światło pomieszczenia przez chwilę oślepiło Hermionę i Draco, którzy przyzwyczaili się już do panującego mroku. Kiedy kobiecie wróciła ostra widoczność zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegła jednak niczego.
- Potraktuj to jako prezent bożonarodzeniowy. - powiedział tajemniczo blondyn i ujął Hermionę za dłoń. Granger ścisnęła mocno jego dłoń, wiedziała, że może mu zaufać. Jego ciepło bijące ze spojrzenia dodawało jej odwagi i otulało mgiełką tajemnicy. Kobieta posłusznie podeszła do lustra. Hermiona przez chwilę przyglądała się sobie jednak dużo ciekawszym obiektem obserwacji był stojący obok niej młody czarodziej. Kiedy spojrzała na jego odbicie dostrzegła jasne spojrzenie, tak różne od jej ciemnych tęczówek. Platynowe włosy kontrastowały z jej brązowymi kosmykami, które teraz swobodnie opadały falami na nagie plecy. Jedynie jej odkryte gładkie ramie współgrało z jego jasną koszulą.
- Gotowa? - w końcu rozmyślania obojga przerwał Draco. Hermiona wzruszyła jedynie ramionami, gdyż nadal nie wiedziała na co niby miałaby być gotowa. - Nie mogłem znaleźć myślodsiewni.... - tłumaczył blondyn.
- Zdziwiłabym się gdyby ci się udało... - uśmiechnęła się Hermiona patrząc tym razem prosto w twarz byłego Ślizgona.
- Tyle powinno wystarczyć. - westchnął Malfoy wskazując na umywalkę, w której Hermiona dostrzegła pływające strzępy wspomnień.
- Jak to zrobiłeś? - dziewczyna patrzyła to na falującą ciecz to na mężczyznę z zachwytem.
- Stara rodzinna sztuczka... - puścił do niej oczko blondyn.- Idziemy? - zapytał. W odpowiedzi Hermiona energicznie przytaknęła. Gdyby nie fakt, że nadal ich dłonie spoczywały w uścisku wskoczyłaby w odmęty wspomnienia zupełnie sama. Draco wyczuł narastające w niej podniecenie i nie przeciągając dłużej oboje poddali się wirowi wspomnienia.

Kiedy wylądowali na twardej powierzchni Hermiona potrzebowała jedynie chwili, aby rozpoznać znajome korytarze.
- Hogwart. - powiedziała uśmiechając się promiennie.
- Chodźmy do Wielkiej Sali. - zdecydował Malfoy i nadal prowadził. Hermiona nie zwracała uwagi na towarzysza. Była zbyt pochłonięta rozglądaniem się i chłonięciem znajomych zakątków. Jej zaskoczenie zaczęły budzić coraz to nowe postaci, które mijały ich ubrane w piękne kreacje i szaty wyjściowe. Im byli bliżej Wielkiej Sali tym ruch stawał się większy.
- Co to za dzień? - zapytała Hermiona domyślając się odpowiedzi.
- Przecież wiesz doskonale. - powiedział blondyn, kiedy oboje zatrzymali się przy grupce dowcipkujących Ślizgonów, w której prym wiódł młody Malfoy.
- Jak myślicie, komu dała kosza Granger? - zarechotał Goyle.
- Jak to komu? Stawiam galeona, że Weasley'owi. W końcu Potter jest reprezentantem. - powiedział chłodno i pewnie młody Malfoy.
- Słyszałem, że nie poszła z żadnym z nich. - wtrącił Zabini.
- Nawet przyjaciele nie chcieli się z nią pokazać? - rzucił młody Malfoy na co całe towarzystwo ryknęło śmiechem.
- Stawiam galeona, że zaraz ich szczęki padną na parkiet. - wyszeptał do ucha Hermiony dorosły Draco. Szatynka obserwowała wraz z wszystkimi obecnymi jak do Wielkiej Sali wchodzą reprezentanci szkół, a wśród nich dostrzegła też siebie.
- Patrz, to ja! - powiedziała z entuzjazmem.
- Wszyscy widzieli... - wyszeptał po raz kolejny blondyn i wskazał na obecnych, którzy zaczęli szeptać. Wśród rozmów usłyszeć można było wybijające się słowa: Hermiona, Krum, Granger....
- Widzicie to co ja? - nie mógł wyjść z szoku Zabini.
- O co ci chodzi? - zapytał głupkowato Crabbe.
- O Granger... - powiedział wściekły młody Draco.
- Ej, Smoku... chyba nie zazdrościsz Krumowi... - zarechotał Zabini.
- Padło ci na mózg? - warknął młody Malfoy.
- Taaak.... a cały wieczór wlepiał swoje maślane oczka w Granger... - szepnął Malfoy. Tym razem Hermiona lekko podskoczyła zaskoczona bliskością mężczyzny, który stał delikatnie za nią i czuła jego oddech na szyi. - Chodźmy... - zdecydował blondyn oddalając się w głąb sali.
- Ale... - chciała zaprotestować Hermiona zaciekawiona rozmowami Ślizgonów.
- Streszczę ci. - zaśmiał się blondyn. - Cały wieczór będą mi dokuczać, a ja uniosę się dumą i za żadne skarby nie podejdę poprosić o taniec.
- Pewnie i tak bym się nie zgodziła... - wzruszyła ramionami Hermiona.
- Przecież chciałaś tego...? - zdziwił się blondyn.
- Tak, ale i tak miałam wiele problemów po tym jak poszłam z Krumem. Jakby mnie zobaczyli z Malfoy'em to by była dopiero afera.
- To fakt... A teraz się zgodzisz? - zapytał Malfoy kłaniając się szarmancko przed szatynką. - Nikt nie widzi.
- Teraz zgodziłabym się nawet w pełnej Wielkiej Sali. - uśmiechnęła się Granger podając dłoń Malfoy'owi.

- Dziękuję, że spełniasz moje marzenia... - Hermiona wyszeptała do ucha Draco wspinając się lekko na palce. Brakowało jej kilku centymetrów, a jej szpilki spoczywały teraz na korytarzu jej rodzinnego domu.
- Nie tylko twoje... - również szeptał Draco.
- Draco  ja... - Hermiona chciała coś powiedzieć jednak jej usta zostały zamknięte przez delikatny pocałunek. Pomimo zaskoczenia Granger odwzajemniła gest. Ośmielony blondyn stawał się coraz odważniejszy w swoich poczynaniach. Nie wypuszczając towarzyszki z objęć delikatnie kołysali się z takt muzyki. Draco pragnął przekazać tym jednym pocałunkiem jak bardzo zależy mu na stojącej przed nim kobiecie. Czy ona nie zorientowała się jeszcze, że dla niej zrobiłby wszystko?
- Hermiono.... - odezwał się wreszcie Draco, a jego głos przyozdobiła seksowna chrypka.
- Draco, proszę cię.... - mówiła Hermiona zranionym głosem.
- To ja cię proszę.... pozwól mi.... - mówił zakładając jej luźne kosmyki za ucho. - Pozwól mi cię kochać... - szeptał przyglądając się zachłannie każdemu elementowi jej twarzy.
- Nie mogę ci na to pozwolić... - machała przecząco głową szatynka. - Nie na tak długo jakbym chciała....
- Możesz... - musnął jej usta swoimi rozgrzanymi wargami Draco.
- Nie.! - zaprzeczyła stanowczo kobieta. - Nie mogę cię tak zranić....
- Hermiono Granger... - mówił poważnie Malfoy klękając przed kobietą. - Będę zaszczycony jeśli to ty mnie skrzywdzisz...
- Draco... proszę cię nie żartuj. - oburzyła się Granger.
- Nie śmiem żartować! - stanowczo zaprzeczył Malfoy. - Jedynie proszę, błagam o wieczność...
- Wiesz, że nasza będzie krótka...? - upewniła się Hermiona.
- Najdłuższa...
- Hermiono, Hermiono! - gdzieś w oddali dobiegł ich znajomy głos Pottera. Rozglądając się zauważyli, że młody Harry siedzi wraz z Weasley'em przy stoliku i zawzięcie o czymś dyskutuje.
- Chyba Potter się obudził. - zauważył Draco.
- Wracajmy! -zdecydowała była Gryfonka.
- Nie odpowiedziałaś mi... - zatrzymał ją jeszcze na chwilę Malfoy.
- I nie odpowiem..... - powiedziała tajemniczo kobieta chwytając  twarz mężczyzny w swoje dłonie i składając na jego lekko otwartych ze zdziwienia ustach zachłanny pocałunek. Chwilę potem znajdowali się już w jasnej łazience.

- Hermiono... - w pomieszczeniu pojawił się również Potter. - Ekhm.... nie przeszkadzam? - zapytał speszony widokiem przyjaciółki w objęciach Malfoy'a.
- Nie Harry. O co chodzi? - zapytała kobieta podchodząc do niego.
- Pilne wiadomości... - skrzywił się Harry podając obojgu listy z pieczątką Ministerstwa Magii.
- Rozprawa Pansy. - poinformował Malfoy.
- Wzywają nas wszystkich na świadków. - wyjaśnił Potter.
- Niestety podejrzewam, że nie tylko nas. - skrzywiła się Hermiona przebiegając wzrokiem po tekście. - Ginny też tam będzie.
- Jest jeszcze coś. - zwrócił na siebie uwagę pozostałych brunet. - Muszę wyjechać... teraz... Ginny przełożyła ślub.
- Jak to? Na kiedy? - zdziwiła się Granger.
- Dzień przed rozprawą.... - uderzył pięścią w ścianę Potter.
- Sprytne... - na twarzy Draco pojawił się cień dawnego ironicznego uśmiechu. - Chce wykorzystać okazję... Nie sprzeciwisz się jej wiedząc w jak niepewnej sytuacji jest Pansy...
- Nienawidzę jej... - wściekła się Hermiona i poszła w ślady przyjaciela. Uderzyła w ścianę swoją małą pięścią, aby rozładować napięcie. Niestety, nie był to dobry pomysł, gdyż potłukła sobie boleśnie kości. - Auć...
- Nic ci nie jest? Malfoy? Zajmiesz się nią? - Potter upewnił się, że przyjaciółka jest w dobrych rękach i teleportował się.


  • tkliwie się zrobiło... co o tym myślicie? piszcie, piszcie, bo już niewiele pozostało okazji ku temu... :) rozplanowałam sobie historię do końca, a raczej obu jej końców, ponieważ tak jak wcześniej wspomniałam szykuję dwa odrębne zakończenia... cieszycie się? zobaczymy jak to wyjdzie :) postaram się jak najszybciej napisać ostatni XXX rozdział, bo podejrzewam, że na dwa alternatywne Epilogi trzeba będzie poczekać troszkę dłużej, no ale nic nie zakładam, bo to różnie może być... tymczasem komentujcie! zależy mi na waszej opinii...
          Katarzyna